top o serwisie o nas nasza podroz kontakt newsletter strona glowna www.honeymoonstory.net www.podrozposlubna.com
Relacje Moni i przybysza
O Inkach w Machu Picchu i Urosach na pływających wyspach
O tym jak zmienia się Peru i jak dojechaliśmy do dżungli amazońskiej

Teraz na poczatku lipca:
Od miesiaca jestesmy juz w domu, a od trzech tygodni w pracy. Jest fajnie, jest inaczej, na razie nie skomentujemy tego wiecej...
Zdjęcia moni i przybysza
Zdjecia Moni i Przybysza Etap trasy / Galeria zdjęć:



KategorieWybierz kraj:



Jesteś
niezalogowany/a
Zaloguj

Poznaj relacje użytkowników
Relacje Moni i Przybysza
Z Salomonow do Papui
Z Salomonow do PNG
Plyniemy z Salomonow do Papui Nowej Gwinei. Nie ma zywej duszy po drodze, bo ten szlak jest w ogole nieuczeszczany. Nie ma tu transportu, nie ma przejsc granicznych. Poza tym do niedawna bylo tu niespokojnie. Walki toczyly sie o wielkie pieniadze i wielki biznes, bo na wyspie Bouganville byla jedna z najwiekszych kopalni miedzi na swiecie. Wczoraj zakotwiczylismy na Szortlandach, ktore jeszcze kilka lat temu byly podobno glownym punktem przemytu broni z Salomonow do PNG.

Tak na prawde nie wiemy, gdzie jest granica, bo na zadnej mapie nie jest narysowana. Nie wiemy wiec, czy jestesmy jeszcze w Salomonach czy juz w PNG. Choc geograficznie i kulturowo nie ma to znaczenia, bo Bouganville lezy setki kilometrow od glownej wyspy PNG, a tylko kilka od Salomonow. Miejscowi czuja sie blizsi Salomonom. Ale przynajmniej kilka lat temu wywalczyli sobie autonomicznosc od PNG.

Ryby i El Nino
Dzisiaj spokojny dzien zeglugi przerwany tylko kilkoma mieliznami, ktore trzeba bylo oplynac i awariami silnika, ktory odpalalismy, gdy zabraklo wiatru. Najwiekszy nasz pech zwiazany jest jednak z rybami. Juz 4 dni jemy miecho z puszki, bo nic nie bierze. Na tych otwartych wodach oceanu, obfitujacych w ryby, gdzie nie ma nikogo, mamy pecha. Dzis byly 3 wielkie brania, jak tylko wyplynelismy. Trzy wielkie ryby, ale wszystkie przegryzly linke.

Najciekawsze bylo trzecie branie. Silna ryba, ktora odplywala coraz dalej i po chwili zerwala sie. Patrzymy, ze znowu nie ma przynety, a stalowa linia poszarpana jest prawie metr od miejsca, gdzie byla przyneta, czyli duza musiala byc to ryba. Kilka sekund pozniej do naszej rufy spokojnie zbliza sie wystajaca na pol metra pletwa. Widac bylo cale 3 metrowe cielsko rekina, ktory przy samej powierzchni wody, spokojnie, jak lodz podwodna, podplynal pod lodke i po chwili zniknal pod woda. Tym razem nie byl to spokojny rekin rafowy... Najprawdopodobniej to on sie zlapal na nasza wedke. Bill mowi, ze w ciagu kilkunastu lat i 50 tys. mil morskich przeplynietych po Pacyfiku, drugi raz widzial rekina tak blisko lodki. Wiecej bylo wielorybow...

Pozniej okozalo sie, ze nie zlapalismy zadnej ryby przez kolejne 3 tygodnie. Spotkany w PNG biolog morski od kilkunastu lat pracujacy w tym regionie, tlumaczyl nam, ze w tym roku woda jest za ciepla i ryby przeniosly sie. To ponoc jeden z tych tzw. rokow El Nino. A wlasnie fenomen El Nino, ktorym wyjasnia sie wiele dziwnych zjawisk geograficznych i pogodowych na swiecie, zaczyna sie od tego, ze temperatury wody w Pacyfiku szaleja. A dokladnie w jednym rejonie Pacyfiku, szczegolnie w okolicach Peru, zimne zwykle wody ocieplaja sie, a w innych ochladzaja.

Ostatnia noc w Salomonach
Nasza ostatnia noc w Salomonach (bo to chyba jeszcze Salomony) jest w przepieknym miejscu. Dookola, przez nikogo nieeksplorowana, obszerna rafa widoczna golym okiem z pokladu. Zakotwiczylismy pomiedzy dwiema rafami i dwiema malutkimi wyspami.

Na wschod tylko ocean
Jestesmy na 6 rownolezniku na poludnie od rownika. Dokladnie na wschod stad przez 12 tys. km jest tylko ocean, a potem Peru. Wszystkie pozostale wyspy Melanezji i Polinezji sa bardziej na poludnie. Ostatnie wyspy przed Ameryka Poludniowej tez, czyli Markizy w Polinezji Francuskiej, ktore oplynelismy 2 lata temu. Ale stad plynac tam raczej sie nie da, bo jest pod wiatr. Dlatego wlasnie wszyscy plyna razem z pasatami z Panamy w strone Australii. Wlasnie zdalem sobie sprawe, ze zeglowalismy po najbardziej wschodnich i zachodnich wyspach fascynujacego Pacyfiku Pld - Oceani. Czyli mamy jeszcze cale zycie, zeby oplynac wszystkie pozostale rozciagajace sie na szerokosci kilku tys. km ;))

Melanezja
A skad tak na prawde wziely sie nazwy - Wyspy Salomona i Melanezja. Salomony, to podobno dlatego, ze hiszpanscy odkrywcy spodziewali sie odkryc tu skarby, takie jak skarby slynnego krola Salomona. Melanezja, bo mela znaczy czarny, a mieszkaja tu czarni ludzie. Wlasnie na Bouganville, do ktorego plyniemy, mieszkaja ponoc najczarniejsi ludzie na swiecie. Niektorzy zartobliwie (lub raczej zlowrogo) smieja sie, ze region ten powinien nazywac sie Malarianezja, bo malaria jest tu bardzo powszechna. W Gizo spotkalismy Francuza, ktory pisal przewodnik Lonely Planet. A nastepnego dnia brytyjscy studenci medycyny, ktorzy pomagaja w miejscowym szpitalu, doniesli nam, ze zachorowal on na malarie.

Jestesmy obecnie troche zawieszeni w czaso-przestrzeni miedzy Salomonami i PNG- zarowno geograficznie jak i formalnie. W Gizo w urzedzie imigracyjnym odprawilismy sie oficjalnie z Salomonow. Kilka dni juz plywamy i nie ma zadnej pewnosci, gdzie w PNG mozemy oficjalnie wjechac, czyli uzyskac pieczatki w paszporcie i byc sprawdzonym przez specow od kwarantanny. Mamy nadzieje, ze tutaj nikt specjalnie o to nie dba... Koncze, bo zaraz pompujemy ponton, montujemy silnik i plyniemy nurkowac :)

Koniec swiata
Tak na prawde, to jestesmy teraz na koncu swiata. Wczoraj zastanawialismy sie, co bysmy zrobili, gdyby komus cos sie stalo. Na przykad, gdyby ktos zlamal noge lub zachorowal na malarie albo skaleczyl sie o rafy (rok temu Bill spotkal niemiecka lodke, na ktorej jedna osoba okropnie zlamala noge w kilku miejscach). Rany w tropikach i na morzu to zadna przyjemnosc, szczegolnie gdy jest sie ciagle w morzu pelnym soli i bakterii. Skaleczenia nie goja sie, ropieja i bardzo latwo infekuja. Mam takie juz od dwoch tygodni, czyszcze, przemywam i nie chce sie zagoic...

Wracajac do dyskusji - co bysmy zrobili? Tutaj nie ma nikogo, ani niczego. Powrot do Gizo, to kilka dni zeglugi i nie mozna plynac w nocy, bo za duzo raf. Poza tym moga byc formalne problemy, bo juz sie odprawilismy. Jestesmy kilka dni zeglugi od najblizszej miejscowosci w PNG, ale tam moze zupelnie nic nie byc, szczegolnie ze miejsca te zostaly ponoc mocno zniszczone podczas wojny domowej kilka lat temu. W sumie wiec nie wiemy, co bysmy zrobili, ale na razie wszystko w porzadku.

Mielismy dwie stresujace sytuacje ostatnio w nocy. Gdy podplywalismy do naszego ostatniego kotwicowiska w Salomonach, na jednej z malutkich wysp byli ludzie. Machali do nas, a pozniej nas obserwowali. Bylismy pewni, ze zaraz podplyna w kanu, tak jak dzialo sie to do tej pory. Ale nie. Pozniej zrobilo sie ciemno i nagle w nocy uslyszelismy motorowke i zobaczylismy, ze plyna w nasza strone. Troche sie spielismy bedac na tym zadupiu i wiedzac o zamieszkach i przemycie broni niedawno. Ale oni przeplyneli obok nas. Prawdopodobnie poplyneli na ryby, wrocili w nocy, a rano odplyneli.

Kolejnej nocy o trzeciej nad ranem uslyszelismy pukanie w kadlub jachtu. Wyskoczylism na poklad, a tam w lodce siedzi trzech facetow. Chwile pogadalismy i odplyneli. Tak na prawde, to nie wiemy czy oni byli bardziej zdziwieni widzac tu jacht zakotwiczony, czy my widzac ludzi w tym miejscu o tej porze.

Co za noc i dzien!
Wczoraj przyplynelismy do zatoki Numa Numa, mniej wiecej po srodku Bouganville. Spokojna zatoka, z plaza, oslonieta rafa koralowa od otwartego morza. Mielismy spokojny, chlodny (czyli wyjatkowo przyjemny) wieczor i poszlismy w miare wczesnie spac.

O 3 nad ranem obudzil nas deszcz, co oznacza, ze trzeba wygramolic sie z waskiego lozka, spod moskitiery i pozamykac wszystkie klapy (a potem pocic sie w lozku, bo nie ma przeplywu powietrza). Po chwili przywalil wiatr. Zaczelo majtac jachtem w lewo i w prawo, czyli krecilismy sie na kotwicy we wszystkich kierunkach. Ale to jest normalne. Nasz glowny GPS nie dzialal od dwoch dni. A jest w nim funkcja alarmu kotwicznego, czyli gdy kotwica nie trzyma i lodka sie przemieszcza, wlacza sie alarm i trzeba dzialac. Teraz oznaka, ze dzieje sie cos niedobrego byla szybko malejaca glebokosc na glebokosciomierzu, a to o wiele gorsze niz alarm kotwiczny.

Wyskoczylismy w samej bieliznie na poklad. Lalo i zacinalo z boku. Brak ksiezyca, ciemno jak w d... Nagle glowny glebokosciomierz przestal dzialac. Zapasowy pokazal 3,5 metra. Jest tak ciemno, ze nawet nie wiemy gdzie jest brzeg. A wiemy, ze jest blisko, za blisko! Szybko odpalamy silnik... Uff, odpalil (ostatnio co drugi raz nie zapalal i trzeba go bylo naprawiac). Ale w ktora strone plynac, skoro nie wiemy gdzie jest brzeg?!Wieje i leje, pierwszy raz od dwoch miesiecy jest mi zimno! Przemoczony biegam po pokladzie w te i z powrotem, swiece latarka i probuje wypatrzec plaze.

Zapasowy GPS podlaczony do komputera pokazuje na mapie na ekranie, ze wszystko w porzadku, ze sie nie przemieszczamy. Tylko czemu jest tak plytko? Co sie k... dzieje?! Wiemy, ze miedzy rafami przyplynelismy z polnocy, czyli tam powinno byc glebiej, pol na przod na polnoc, mimo ze caly czas jestesmy na kotwicy. Glebokosc zwieksza sie. Ale gdzie jest ta cholerna ziemia? Przez glowe przelatuja mi filmy pirackie, gdy z bocianiego gniazda wypatruja ziemi i krzycza "Ziemia, ziemia!" W pewnym momencie patrzymy z Billem i widzimy plaze jakies 20 metrow od burty. Chwila kosternacji, ale okazuje sie, ze to swiatlo na maszcie odbija sie od wody. Gasimy je. Nagle niebo oswietla blyskawica i przez ulamek sekundy widzimy plaze. Jest niezle - glebkosc rosnie. Leje i wieje caly czas, ale sytuacja opanowana!

Uspokoilo sie, tzn. przestalo tak wiac, choc caly czas leje. Znowu glebokosc zaczela niebezpiecznie malec i znowu nie mamy pojecia, w ktora strone jest plaza. Ale teraz mamy czas na spokojne dzialanie. Wlaczamy radar i faktycznie jestesmy za blisko brzegu. Okazalo sie, ze na mapie w komputerze wszystko bylo w porzadku, bo w zapasowym GPS wyczerpala sie bateria. Podejmujemy decyzje, ze wyciagamy kotwice, odplywamy dalej od brzegu i kotwiczymy jeszczez raz. Noc sie uspokoila i poszlismy spac...

W sumie nie bylo wielkiego zagrozenia dla nas. Jakbysmy walneli w ten piaszczysty brzeg, to tylko lodka moglaby sie uszkodzic. Jedynym problemem dla nas by pewnie bylo, w ktora strone plynac, bo brzegu nie bylo widac. Tak na prawde najgorzej miala Monia, ktora caly czas byla pod pokladem i nie do konca wiedziala, co sie dzialo. Pozniej przyznala sie, ze odmawiala zdrowaski.;) A nastepna przygoda tego dnia jeszcze przed nami!

Rano przyplynela do nas poznana wczesniej zona dyrektora pobliskiej szkoly - Meggie. I rozpoczelismy eksploracje wyspy i jej mieszkancow. Szlismy lokalnymi sciezkami przez dzungle. Przecielismy ogromna plantacje palm kokosowych i kakaowcow (ponoc najwieksza na Pacyfiku). Wioska w srodku dzungli rozproszona byla na duzym obszarze. Najpierw dotarlismy do zagrody lokalnego szefa. Zgodnie z tradycja byla nim kobieta. Zreszta mezczyzni i kobiety nie mieszkaja razem i nie jedza razem. W niektorych rejonach Papui tradycja ta jest jeszcze bardziej skrajna - mezczyzni uwazaja kobiety za nieczyste i mieszkaja one oraz jedza razem ze swiniami...

Dotarlismy do lokalnej szkoly podstawowej i gimnazjum. Przywitani bylismy wyjatkowo cieplo. Oczywiscie najpierw uczennice zalozyly nam wience z kwiatow na szyje, pozniej byly przemowienia, a mlodziez odspiewala hymn lokalny i narodowy. Dluzsza chwile poswiecilismy na lekcje geografii, tlumaczac skad jestesmy. Na koncu sprezentowalismy szkole kilka podrecznikow, ksiazek i atlas swiata. Podobnie jak na Salomonach brakuje tutaj wszelkich pomocy naukowych, wiec ciesza sie z kazdej ksiazki. A my cieszymy sie, ze mozemy je podarowac tam, gdzie na prawde beda wykorzystywane i sa potrzebne. Zakupilismy je czesciowo ze srodkow, ktore dostalismy pod kosciolem po slubie :) Dzieki! :)

Wszyscy ci prosci, mieszkajacy w dzungli miejscowi byli przesympatyczni! Bardzo podobal im sie nasz pomysl podrozy poslubnej. Sposrod naszej czworki faworyzowali Monie, co bylo sympatyczne i inne - dowodzilo o roli kobiety w lokalnej strukturze. W pewnym momencie przechodzac przez wioske zostalismy totalnie zaskoczeni. Podeszla do nas jakas nieznana nam kobieta i powiedziala, ze ma prezent dla pary mlodej. Wreczyla nam piekny kosz zrobiony przez jej meza. Bouganville slynie na caly Pacyfik z najlepszych koszy. Doswiadczonej osobie zajmuje zrobienie takiego kosza co najmniej 3 tygodnie. Byl dla nich tez duzo wart. Niesamowity prezent! Na pewno bedzie nam dlugo przypominal ten dzien, tylko jak my go przywieziemy...?

Szpital
Nasze rozwazania na temat jak daleko mamy do jakiejs pomocy, gdyby cos sie stalo zakonczyly sie. Przy dobrych wiatrach byly to 3 dni. Tyle zajelo nam dotarcie do Buki, gdzie jest nie tylko lotnisko, ale i szpital, z ktorego musialem skorzystac. Moja zakazona od 3 tygodni rana nie goi sie, mimo dbania o nia, czyli czyszczenia, chronienia od much i unikania slonej wody. Jeszcze sie powiekszyla i pojawily sie nowe.

W tym malutkim szpitalu, o dziwo, zajeli sie mna super. Bylo troche szybciej, bo jestesmy biali. Bardzo sympatyczny, lokalny lekarz sposrob 3 antybiotykow, ktore mielismy ze soba z Polski znal dwa (choc jeden troche nie tak). Biore wiec antybiotyk, mam nadzieje, ze pomoze. Szczegolnie, ze jutro wyplywamy i mamy przed soba kilkaset mil morskich i najblizsza cywilizacje za jakies moze i nawet 10 dni, jesli nie bedzie wialo.

Mazury
Wlasnie mna wstrzasnelo. Za godzine wyplywamy na ocean, jest piekna pogoda i martwimy sie raczej, ze bedziemy mieli za slabe wiatry (jak sie pozniej okazalo niepotrzebnie, bo wiatry byly, ale w zla strone). Nie ma tu nigdzie internetu i ostatnie 2 tygodnie nie mielismy kontaktu ze swiatem. Dopiero teraz udalo mi sie dorwac do komputera w malym, lokalnym biurze ONZ. Po szybkim sprawdzeniu maili odruchowo wszedlem na gazeta.pl. Przeczytalem tylko jeden artykul o burzy na Wielkich Jeziorach Mazurskich i bialym szkwale, o dziesiatkach jachtow przewroconych i kilku osobach zaginionych oraz utopionych. To nasze ukochane Mazury! Dokladnie o tej porze roku przez lata plywalem po jeziorach i tam 2 miesiace temu mielismy slub. Zeglarze trzymajcie sie!

Krew...?
Caly czas nie moge sie przyzwyczaic o tych sladow krwi na kazdym kroku na ulicach miasteczek w PNG. To znaczy nie moge sie przyzwyczaic, ze to wcale nie krew po bijatykach... To pozostalosc po najpopularniejszej uzywce w calym regionie... Niemal wszyscy zuja orzechy betelowe (betel nuts) razem z lime (takie biale wapno, a dokladnie zmielone wypalone muszle). Produktem ubocznym tego procesu jest czerwono-krwista maz, ktora jest nastepnie powszechnie wypluwana na ulice. Oczywiscie pozostaloscia, nawet u kobiet, sa obrzydliwe i czerwone zeby.

Wolnosc
Uczucie wolnosci jest niesamowite! Samo poczucie, ze mozesz zrobic, co tylko chcesz, pojsc w lewo, w prawo, prosto... Nie ma znaczenia. Dojsc tam (gdzies) jutro, pojutrze, za tydzien.

Plyniemy wlasnie z Bouganville, nastepny lad jest za jakies 400km. W zaleznosci od sily wiatru doplyniemy tam za 2 dni lub za tydzien. A co to jest to "tam"?... W zaleznosci od kierunku wiatru i naszego widzimi sie, gdy poplyniemy na pld-zach bedzie to odlegla od wszystkiego wyspa Woodlark. Gdy troszke bardziej na zachod to wyspy Trobriands, na ktorych na poczatku zeszlego wieku Bronislaw Malinowski badal lokalna kulture. (Charakteryzuje sie ona specjalnymi zachowaniami seksualnymi, np. tym, ze przed slubem powinno sie miec tyle partnerow seksualnych ile sie da. Poza tym miejscowi choduje warzywa yam (takie troche jak ziemniaki). Kazdy chce miec najwiekszego yama i sie nim pochwalic. Maja nawet festiwal yamow. Dodatkowo Trobriandki sa podobno najladniejsze na calej Papui.) Moze wiec tam poplyniemy? ;)

Gdybysmy plyneli calkiem na zachod, to wyladujemy na glownej wyspie Papui. A moze pln-zach na wyspe Nowa Brytania? Gdzie wiec bedziemy za 2 dni, za tydzien?... Nie wiemy... A pozniej jedziemy w Highlandy, czyli gorskie rejony Papui, czy od razu do Indonezji? E... to juz zobaczymy, jak gdzies doplyniemy... Ale jest piekny zachod slonca, potem bedzie piekna noc na morzu na wachcie, bo prawie pelnia:)

Morze, kolyska
Trzy i pol doby w koncu spedzilismy na morzu. Trzy dlugie i nieprzespane noce, 4 dni i 3 zygniecia. Plynelismy pod wiatr i fale. Przywialo nas ostatecznie na glowna wyspe PNG, czyli druga najwieksza wyspe na swiecie. Przywialo nas troche bardziej na polnoc niz myslelismy. Nie udalo nam sie znalezc zadnego miejsca do zakotwiczenia i mielismy kolejna dzika noc. Lezelismy w koi obijajac sie o siebie. Myslalem sobie o dzieciach w kolyskach, czy one na prawde to lubia?... ;) Bylo jak w kolysce i ja tego nie znosze!

Teraz piatego dnia plyniemy na poludnie wzdluz wschodniego brzegu wyspy Nowej Gwinei. Znowu pod wiatr i pod fale. Ale to nie jest problem (tylko moze ze wolno), bylebysmy znalezli dobre miejsce do zacumowania na noc. A z tym moze byc tu problem... I tak jeszcze przez kilka dni zanim dotrzemy do Tufi, gdzie zejdziemy z lodki. Te kilka dni okaze sie jednymi z najlepszych przezyc podrozniczych w naszym zyciu...

Pozniej polecimy na kilka dni do Australii, do Cairns. Zanim rozpoczniemy drugi etap podrozy, czyli odkrywanie wysp Indonezji, mamy potrzebe odpoczac od podrozowania i troche bardziej poczuc sie jak w domu. Oznacza to ladny pokoj, z duzym lozkiem i lazienka. A w ciagu dnia kafejki, kino, no i gazety oraz internet, zebyc zobaczyc, co tam slychac w swiecie i Polsce. Oczywiscie maile, gadu gadu oraz skype z rodzina i przyjaciolmi, to glowny punkt programu! :)

Te tropikalne zakazenia
Po kuracji antybiotykowej moje zainfekowane rany zaczely sie od razu goic. To juz 5 tygodni i w koncu prawie sa zabliznione. Caly czas przemywam i sypie proszkiem z antybiotykiem. Jak tylko ja skonczylem lykac antybiotyk, Monia dostala rowniez infekcje na malutkiej rance po obtarciu. Spuchla jej cala kostka. Teraz juz nie czekajac, od razu wziela antybiotyk i po trzech dniach wszystko bylo w porzadku. Polecamy zaopatrzyc sie przed podroza w antybiotyk Summamed. Jest w miare uniwersalny na rozne infekcje, a co najwazniejsze bierze sie go tylko przeez 3 dni, 1 tabletke dziennie i nie zauwazylismy skutkow ubocznych. Dziala na infekcje w tropikach! :) Miejscowi polecili nam ponoc duzo silniejszy w dzialaniu i na pewno skuteczny na takie zakazenia tropikalne (jak ktos jest zainteresowany, to mozemy podac nazwe). Na wszelki wypadek teraz tez go mamy i polecamy innym, gdy wybieraja sie na morze w tropiki.

Podsumowanie
Dwa miesiace chodzenia bez koszulki, na bosaka i sikania za burte dobiegaja konca - beztroski czas na morzu, w morzu i sloncu. Codziennie podziwialismy piekne wyspiarskie widoki; romantyczne, puste plaze; rafy koralowe i zycie podwodne. Byly z nami zolwie, delfiny i rekiny. Byly chwile spedzone z Melanezyjczykami - w kanu i dzungli. Konczy sie jedna wielka przygoda i zaczyna druga, zupelnie inna. Indonezja, choc na mapie wydaje sie byc geograficznie bliska PNG i Salomonom, to zupelnie inny swiat. Przede wszystkim Indonezja to kraj islamu, wielkiej cywilizacji i czwarty najludniejszy kraj swiata. A PNG i Salomony to lokalne wierzenia (od kilkudziesieciu lat zchrystianizowane), brak cywilizacji i slabo zaludnione wyspy. Przyrodniczo Indonezja lezy na granicy swiata azjatyckiego i australijskiego.

sierpien 2007


Kanu... Salomonczycy... spotkania
Najpierw kanu, pozniej ludzie, rozmowy. Przeczytaj rowniez o miejscowych Salomonczykach i naszych spotkaniach z nimi.

kliknij tutaj