top o serwisie o nas nasza podroz kontakt newsletter strona glowna www.honeymoonstory.net www.podrozposlubna.com
Relacje Moni i przybysza
O Inkach w Machu Picchu i Urosach na pływających wyspach
O tym jak zmienia się Peru i jak dojechaliśmy do dżungli amazońskiej

Teraz na poczatku lipca:
Od miesiaca jestesmy juz w domu, a od trzech tygodni w pracy. Jest fajnie, jest inaczej, na razie nie skomentujemy tego wiecej...
Zdjęcia moni i przybysza
Zdjecia Moni i Przybysza Etap trasy / Galeria zdjęć:



KategorieWybierz kraj:



Jesteś
niezalogowany/a
Zaloguj

Poznaj relacje użytkowników
Relacje Moni i Przybysza
Dzungla i zwierzeta Borneo
Zaczelo sie od camel trophy
Pamietacie kilka zoltych land roverow przedzierajacych sie przez dzungle z zoltym logo camel trophy? Tak zaczelo sie moje marzenie o Borneo. Nie pamietam, ile mialem lat i nie wiem, czy wszystkie coroczne rajdy camel trophy odbywaly sie na Borneo. Ale to, co utkwilo mi w glowie, to kilkudziesieciu facetow w najglebszej mozlwie dzungli Borneo probujacych ujechac kolejne metry super terenowkami. To nie byl wyscig, wygrani byli wszyscy, ktorzy juz znalezli sie w tej dzungli. Teraz wspolnie (z zona) tez bedziemy sie przedzierali przez ta dzungle.

Okazuje sie to jednak wcale nie takie latwe... I na razie nie chodzi mi o torowanie sobie drogi wsrod bujnej roslinnosci, pijawki na nogach, goraco, dusznosc czy komary malaryczne. Pierwsza trudnoscia jest znalezienie takiej dzungli. Niestety na Borneo, zarowno malezyjskim (czylil region Sarawak i Sabah), jak i indonezyjskim (Kalimatan) coraz mniej jest terenow porosnietych prawdziwym lasem tropikalnym ze sloniami, orangutanami i innymi malpami. Wielki biznes zwiazany z wycinka drzew i produkcja oleju palmowego zwycieza z dzungla i zwierzetami. Ale czemu sie dziwic, skoro zyski z plantacji palmowych sa podobno pieciokrotne (500%!).

Rzeka Kinabatangan - dlugo-nose maply proboscis i orangutany
Dotarlismy w koncu do jednego z parkow narodowych Borneo. Kurczacy sie pas dzungli wzdluz rzeki Kinabatangan na polnocy Borneo w Malezji otoczony jest stale powiekszajacymi sie plantacjami palmowymi. Nam turystom w sumie jest to na reke, bo zamieszkujace tu zwierzeta maja coraz mniejszy teren, wiec latwiej je zobaczyc. Ale ja chyba wolalbym ich nie ogladac na dziko, na wolnosci, gdybym mial na to jakis wplyw. Tak czy inaczej, wybralismy sie na polowanie (z aparatem i lornetka oczywiscie) na orangutany, slonie, malpy proboscis oraz ptaki hornbill z rozowymi lub czerwonymi rogami. Dwukrotnie splywalismy lodka po metnej i blotnistej rzece, wypatrujac naszych ofiar wsrod gestych i wysokich drzew, zeby moc powiesic (ich zdjecia) na tej stronie internetowej.

Stada skaczacych malp proboscis, ktore charakteryzuja sie dlugim ogonem, brzuchem jakby pily browar codziennie do kolacji i smiesznym dlugim, rozowym nosem (moni kojarzacym sie z penisem...mhm...), byly latwe do wypatrzenia. Ale orangutany, ktorych jest o wiele mniej, to juz zabawa w chowanego dla wytrwalych. Mielismy szczescie, bo obserwowalismy jednego osobnika podczas jego kolacji na drzewie. Ponad 96% procent DNA tego czlekoksztaltnego osobnika jest identyczne do naszego DNA! Oprocz orangutanow na swiecie jest jeszcze trzech przedstawicieli malp czlekoksztaltnych - slynne szympansy, gorille i !!!!!!!!!!. DNA goryli rozni sie od naszego tylko 1%... Ale wielki, ciemnobrazowy, wlochaty orangutan jedzacy sobie spokojnie owoce robi na prawde wrazenie. Niestety nie udalo nam sie odnalezc zyjacych na wolnosci tutaj sloni, choc ponoc byly blisko.

Nasz pobyt w tym parku narodowym udalo sie polaczyc z kulturowym doswiadczeniem. Najbardziej popularne w Malezji i najczesciej oferowane sa wycieczki w pakietach, zorganizowane kompleksowo - drogie i malo prawdziwe. W Kinabatanganie udalo nam sie dojechac do malej wioski Sukau umiejscowionej kiedys gleboko w dzungli, a teraz pomiedzy plantacjami palmowymi i dzungla. Nie bylo latwo, bo az trzy razy busy musielismy zmieniac i nigdy nie wiedzielismy czy ten kolejny bedzie. Mieszkalismy i jedlismy z miejscowa rodzina w ich domu. Naszym sternikiem i przewodnikiem tez byl lokalny chlopak. To nie tylko fajne doswiadczenie i zasilenie budzetu domowego lokalsow zamiast agencji turystycznej. Zamierzeniem organizatorow tego programu homestay jest zaangazowanie miejscowych w turystyke, co ma sie bezposrednio przelozyc w ich czynny udzial w ochrone lokalnej flory i fauny, ktora przyciaga turystow. Wszyscy na tym wygrywaja - turysci, miejscowi, slonie i orangutany. Traca tylko plantatorzy, ktorzy nie moga wycinac dzungli. Swoja droga zastanawiajaca jest faktyczna ekologicznosc paliwa ekologicznego. Firmy paliwowe inwestuja tutaj w karczowanie dzungli, na terenie ktorej zakladaja plantacje palm, z ktorych powstaje pozniej bio-diesel. Na ile jest on wiec bio...?

Legendarne nurkowanie na Sipadanie
Wszyscy cytuja slynnego Jacques Cousteau, ktory po nurkowaniu na Sipadanie powiedzial "Widziałem inne miejsca jak Sipadan 45 lat temu, ale teraz już ich nie ma. Znaleźliśmy nienaruszone dzieło sztuki". Moze nie mam duzego porownania, bo nie jestem jeszcze doswiadczonym nurkiem, ale mam wrazenie, ze po snorklowaniu w Wilson Harabour na Wyspach Salomona i nurkowaniu na Sipadanie ciezko bedzie mi znalezc kraine podwodna, ktora dorowna tym dwom miejscom... Sipadan jest po prostu SUPER! Najwieksza atrakcja jest plywanie pod woda i na powierzchni wody z dziesiatkami wielkich zolwi i rekinow rafowych. Jednego takiego zolwia wypatrzylismy podczas poobiedniej drzemki w jaskini na glebokosci 25 metrow. A i tak nie mielismy szczescia zobaczyc kilku metrowych plaszczek i rekinow mlotow, ktore czasem sie tu pojawiaja. (dla bardziej dociekliwych artykul z Wielkiego Blekitu o nurkowaniu na Sipadanie kliknij tutaj - dokument w PDF )

Znowu powariowalismy - lecimy do Birmy!
Niestety Borneo jestesmy troche rozczarowani. Jak wspominalem na poczatku prawdziwa slynna dzungle Borneo tak na prawde ciezko znalezc. Kultura legendarnych lowcow glow - Dayakow - tez jest praktycznie niewidoczna. Poza tym Borneo jest po prostu drogie (przynajmniej biorac pod uwage nasz budzet, uwzgledniajacy tanie standardy azjatyckie). Zeby dotrzec do tej prawdziwej dzungli z Dayakami, trzeba sie przedzierac dlugo przez dzungle lub leciec samolotem, a i tak nie ma gwarancji, ze zastanie sie tam, to czego sie oczekuje. A nawet jesli bedzie dzungla i Dayakowie, to nie bedzie dzikich zwierzat, bo zostaly wystrzelane i zjedzone przez Dayakow. Tradycyjne, jedyne w swoim rodzaju domy Dayakow, czyli dlugie longhousy albo sa przygotowane dla turystow (czyli drogie i nieautentyczne), albo sa juz nowoczesne i niedostepne dla turystow. Wytrwalym i znajacym indonezyjski ponoc udaje sie doswiadczyc wspolnoty lokalnej w tym na prawde dlugim domu. Bo tradycyjnie cala lokalna spolecznosc mieszka w takim dlugim domu, w ktorym glowne pomieszczenie ciagnie sie przez cale zabudowanie. Tam Dayakowie jedza, pija, ciesza sie, po prostu zyja razem we wspolnocie.

Znowu spedzilismy dwa dni czytajac, szukajac i planujac jak dotrzec do pierwotnej dzungli, Dayakow i zwierzat, nie stracic majatku i jeszcze wrocic odprawionych z kwitkiem. Od kilku miesiecy naszym glownym zrodlem informacji nie sa przewodniki, ani google, tylko forum dyskusyjne thorntree na stronie znienawidzonych przez wszystkich i przez wszystkich uzywanych przewodnikow www.lonelyplanet.com. Jest ono pelne prawdziwych, aktualnych i praktycznych informacji od samych turystow. Polecamy!

Niestety nie znalezmy dla siebie takiej drogi, w ktora bysmy uwierzyli i na prawde chcieli przejechac. Nawet Brunei, kolo ktorego granicy wlasnie jestesmy, nas nie skusilo (jeden z najmniejszych krajow swiata i najbogatszych, po Malezji i Indonezji to trzeci kraj na Borneo), bo drogo i poza bogactwem i czystoscia wszyscy mowia, ze nic wiecej nie ma do ogladania. Szkoda wiec kasy i czasu... Potem szukalismy tanich polaczen lotniczych na Sumatre i mozliwosci taniego i szybkiego zdobycia wizy indonezyjskiej. Wszystko juz bylo postanowione, gdy nagle Monia mowi: "przybysz, a moze na ta Birme jakos polecimy, o ktorej kiedys tyle mowiles i tyle ostatnio slyszelismy super". No i zamacila... Po dwoch godzinach mielismy bilety lotnicze, a po kolejnych dwoch bylismy na lotnisku, gdzie teraz siedzimy w KFC i pisze ten tekst. Lecimy do Singapuru, gdzie bedziemy sie ubiegali o wize birmanska i zlapiemy lot do Yanganu, stolicy Birmy. Dzieki dwom nowym i nowoczesnym low costom azjatyckim - air asia i jet star - takie regionalne wielokrotne przeloty sa osiagalne dla przecietnego turysty.

Spokojnie w Myanmarze
Myanmar to czesciej uzywana nazwa Birmy (i chyba teraz oficjalna zmieniona w latach 80-tych). Tak, to tutaj jest jedna z ostatnich na swiecie dyktatur wojskowych i tutaj przed miesiacem byly zamieszki i strajki mnichow brutalnie stlumione przez policje. Ale Birma to przede wszystkim jeden z najbezpieczniejszych krajow Azji, w ktorym turyscie niegdy nic sie nie stalo. To proste, dla dyktatury jestesmy cennym zrodlem twardej waluty, a dla miejscowych oczami na swiat i takze zrodlem waluty. Od lat slyszalem od innych turystow jak wyjatkowo przyjazni sa wszyscy, jak super sie tam podrozuje (choc z ograniczeniami niestety i czesto dosc ciezko)) i jaki to piekny kraj. Ze zrodel z pierwszej reki, czyli od turystow, ktorzy wlasnie stamtad wrocili, wiemy, ze zycie wrocilo tam do normy i nic nikomu nie grozi. Jedziemy wiec! Bedzie to szczegolnie ciekawe doswiadczenie, bo to kraj, ktory trzeba szybko zobaczyc, bo w kazdej chwili moze sie zmienic i juz taki wiecej nie bedzie. A po ostatnich strajkach tym bardziej wyjatkowe beda rozmowy z lokalsami. I to dlatego jedziemy tam a nie na Sumatre, ktora jeszcze musi na nas kolejny raz zaczekac...

Jeszcze uwaga odnosnie kontrowersyjnego dosc faktu, ze podrozujac do Birmy wspomaga sie dyktature zasilajac jej kase. Wielu birmianskich opozycjonistow apelowalo, zeby na razie tam nie przyjezdzac. My wierzymy, ze to chodzi o zorganizowana, droga turystyke, ktora chcac nie chcac musi korzystac z panstwowych firm, a ludzie nic z tego nie maja. Backpackersi jezdza sami i w Birmie szczegolnie staraja sie korzystac z uslug tylko miejscowych dajac im zarobic, a jak najmniej rzadowi. Poza tym jest to tez mozliwosc wymiany wolnych mysli z obcokrajowcami.

I dupa blada...
Bladziudka... agenci dyktatury birmianskiej uznali nas najprawdopodobniej za osoby zagrazajace ich dyktaturze. Nie dostalismy wizy do Birmy. A dokladnie konsul, ktory przyjal dokumenty, zaniosl je do jakiegos innego pokoju do akceptacji. Po kilkunastu minutach wrocil i powiedzial, ze musi je wyslac do swojej stolicy. Na pytanie ile to moze potrwac, odpowiedz byla krotka - nie wiadomo... miesiac, moze wiecej. Potem na forach dyskusyjnych wyczytalismy, ze takich przypadkow w roznych ambasadach jest w ostatnich kilku tygodniach mnostwo. Prawdopodobnie rzad Birmy probuje zamknac ich kraj i wpuszczaja tylko grupy wycieczkowe nad ktorymi maja kontrole. Straszna szkoda, bardzo chcielismy tam pojechac. Ale coz, tak musialo byc. Na szczescie wstrzymalismy sie z kupnem biletu z Singapuru do Birmy.

I znowu to samo pytanie
Zadaja nam je wszyscy i my zadajemy je sami sobie - Gdzie dalej? Po burzliwej dyskusji i po raz n-ty przejrzeniu stron internetowych lini lotniczych pozostaly fajne i niedrogie dwie opcje - Sumatra lub Kambodza i Laos (strony internetowe Tiger Air, Bangkok Airlines itd snia mi sie juz po nocach). Lecimy do Kambodzy i Laosie, tzn. ja wracam tam, bo juz jezdzilem po tych krajach 2 lata temu. I bylo super! To na razie :)

Druga polowa pazdziernika 2007


Zdjecia z miejsc i wydarzen opisanych w tej relacji
kliknij tutaj



Przeczytaj tez nasza relacje z Celebesu
o naszych przezyciach kulturalnych w Tanah Toraja - wielkich pogrzebach ze spiewem, tancami i skladaniem ofiar z bykow i swin oraz o Bugisach i ich drewnianych statkach zaglowych.
kliknij tutaj



Mapa Azji Poludniowo Wschodniej
Zeby latwiej Wam bylo nas zlokalizowac na mapie swiata :)
kliknij tutaj