Dzungla i zwierzeta Borneo
Zaczelo sie od camel trophy
Pamietacie kilka zoltych land roverow przedzierajacych sie przez
dzungle z zoltym logo camel trophy? Tak zaczelo sie moje marzenie
o Borneo. Nie pamietam, ile mialem lat i nie wiem, czy wszystkie
coroczne rajdy camel trophy odbywaly sie na Borneo. Ale to, co
utkwilo mi w glowie, to kilkudziesieciu facetow w najglebszej
mozlwie dzungli Borneo probujacych ujechac kolejne metry super
terenowkami. To nie byl wyscig, wygrani byli wszyscy, ktorzy juz
znalezli sie w tej dzungli. Teraz wspolnie (z zona) tez bedziemy
sie przedzierali przez ta dzungle.
Okazuje sie to jednak wcale nie takie latwe... I na razie nie
chodzi mi o torowanie sobie drogi wsrod bujnej roslinnosci,
pijawki na nogach, goraco, dusznosc czy komary malaryczne.
Pierwsza trudnoscia jest znalezienie takiej dzungli. Niestety na
Borneo, zarowno malezyjskim (czylil region Sarawak i Sabah), jak i
indonezyjskim (Kalimatan) coraz mniej jest terenow porosnietych
prawdziwym lasem tropikalnym ze sloniami, orangutanami i innymi
malpami. Wielki biznes zwiazany z wycinka drzew i produkcja oleju
palmowego zwycieza z dzungla i zwierzetami. Ale czemu sie dziwic,
skoro zyski z plantacji palmowych sa podobno pieciokrotne (500%!).
Rzeka Kinabatangan - dlugo-nose maply proboscis i
orangutany
Dotarlismy w koncu do jednego z parkow narodowych Borneo. Kurczacy
sie pas dzungli wzdluz rzeki Kinabatangan na polnocy Borneo w
Malezji otoczony jest stale powiekszajacymi sie plantacjami
palmowymi. Nam turystom w sumie jest to na reke, bo zamieszkujace
tu zwierzeta maja coraz mniejszy teren, wiec latwiej je zobaczyc.
Ale ja chyba wolalbym ich nie ogladac na dziko, na wolnosci,
gdybym mial na to jakis wplyw. Tak czy inaczej, wybralismy sie na
polowanie (z aparatem i lornetka oczywiscie) na orangutany,
slonie, malpy proboscis oraz ptaki hornbill z rozowymi lub
czerwonymi rogami. Dwukrotnie splywalismy lodka po metnej i
blotnistej rzece, wypatrujac naszych ofiar wsrod gestych i
wysokich drzew, zeby moc powiesic (ich zdjecia) na tej stronie
internetowej.
Stada skaczacych malp proboscis, ktore charakteryzuja sie dlugim
ogonem, brzuchem jakby pily browar codziennie do kolacji i
smiesznym dlugim, rozowym nosem (moni kojarzacym sie z
penisem...mhm...), byly latwe do wypatrzenia. Ale orangutany,
ktorych jest o wiele mniej, to juz zabawa w chowanego dla
wytrwalych. Mielismy szczescie, bo obserwowalismy jednego osobnika
podczas jego kolacji na drzewie. Ponad 96% procent DNA tego
czlekoksztaltnego osobnika jest identyczne do naszego DNA! Oprocz
orangutanow na swiecie jest jeszcze trzech przedstawicieli malp
czlekoksztaltnych - slynne szympansy, gorille i !!!!!!!!!!. DNA
goryli rozni sie od naszego tylko 1%... Ale wielki, ciemnobrazowy,
wlochaty orangutan jedzacy sobie spokojnie owoce robi na prawde
wrazenie. Niestety nie udalo nam sie odnalezc zyjacych na wolnosci
tutaj sloni, choc ponoc byly blisko.
Nasz pobyt w tym parku narodowym udalo sie polaczyc z kulturowym
doswiadczeniem. Najbardziej popularne w Malezji i najczesciej
oferowane sa wycieczki w pakietach, zorganizowane kompleksowo -
drogie i malo prawdziwe. W Kinabatanganie udalo nam sie dojechac
do malej wioski Sukau umiejscowionej kiedys gleboko w dzungli, a
teraz pomiedzy plantacjami palmowymi i dzungla. Nie bylo latwo, bo
az trzy razy busy musielismy zmieniac i nigdy nie wiedzielismy czy
ten kolejny bedzie. Mieszkalismy i jedlismy z miejscowa rodzina w
ich domu. Naszym sternikiem i przewodnikiem tez byl lokalny
chlopak. To nie tylko fajne doswiadczenie i zasilenie budzetu
domowego lokalsow zamiast agencji turystycznej. Zamierzeniem
organizatorow tego programu homestay jest zaangazowanie
miejscowych w turystyke, co ma sie bezposrednio przelozyc w ich
czynny udzial w ochrone lokalnej flory i fauny, ktora przyciaga
turystow. Wszyscy na tym wygrywaja - turysci, miejscowi, slonie i
orangutany. Traca tylko plantatorzy, ktorzy nie moga wycinac
dzungli. Swoja droga zastanawiajaca jest faktyczna ekologicznosc
paliwa ekologicznego. Firmy paliwowe inwestuja tutaj w karczowanie
dzungli, na terenie ktorej zakladaja plantacje palm, z ktorych
powstaje pozniej bio-diesel. Na ile jest on wiec bio...?
Legendarne nurkowanie na Sipadanie
Wszyscy cytuja slynnego Jacques Cousteau, ktory po nurkowaniu na
Sipadanie powiedzial "Widziałem inne miejsca jak Sipadan 45 lat temu, ale teraz już ich nie ma. Znaleźliśmy nienaruszone dzieło sztuki". Moze nie mam duzego porownania,
bo nie jestem jeszcze doswiadczonym nurkiem, ale mam wrazenie, ze
po snorklowaniu w Wilson Harabour na Wyspach Salomona i nurkowaniu
na Sipadanie ciezko bedzie mi znalezc kraine podwodna, ktora
dorowna tym dwom miejscom... Sipadan jest po prostu SUPER!
Najwieksza atrakcja jest plywanie pod woda i na powierzchni wody z
dziesiatkami wielkich zolwi i rekinow rafowych. Jednego takiego
zolwia wypatrzylismy podczas poobiedniej drzemki w jaskini na
glebokosci 25 metrow. A i tak nie mielismy szczescia zobaczyc
kilku metrowych plaszczek i rekinow mlotow, ktore czasem sie tu
pojawiaja. (dla bardziej dociekliwych artykul z Wielkiego Blekitu
o nurkowaniu na Sipadanie
kliknij tutaj - dokument w PDF
)
Znowu powariowalismy - lecimy do Birmy!
Niestety Borneo jestesmy troche rozczarowani. Jak wspominalem na
poczatku prawdziwa slynna dzungle Borneo tak na prawde ciezko
znalezc. Kultura legendarnych lowcow glow - Dayakow - tez jest
praktycznie niewidoczna. Poza tym Borneo jest po prostu drogie
(przynajmniej biorac pod uwage nasz budzet, uwzgledniajacy tanie
standardy azjatyckie). Zeby dotrzec do tej prawdziwej dzungli z
Dayakami, trzeba sie przedzierac dlugo przez dzungle lub leciec
samolotem, a i tak nie ma gwarancji, ze zastanie sie tam, to czego
sie oczekuje. A nawet jesli bedzie dzungla i Dayakowie, to nie
bedzie dzikich zwierzat, bo zostaly wystrzelane i zjedzone przez
Dayakow. Tradycyjne, jedyne w swoim rodzaju domy Dayakow, czyli
dlugie longhousy albo sa przygotowane dla turystow (czyli drogie i
nieautentyczne), albo sa juz nowoczesne i niedostepne dla
turystow. Wytrwalym i znajacym indonezyjski ponoc udaje sie
doswiadczyc wspolnoty lokalnej w tym na prawde dlugim domu. Bo
tradycyjnie cala lokalna spolecznosc mieszka w takim dlugim domu,
w ktorym glowne pomieszczenie ciagnie sie przez cale zabudowanie.
Tam Dayakowie jedza, pija, ciesza sie, po prostu zyja razem we
wspolnocie.
Znowu spedzilismy dwa dni czytajac, szukajac i planujac jak
dotrzec do pierwotnej dzungli, Dayakow i zwierzat, nie stracic
majatku i jeszcze wrocic odprawionych z kwitkiem. Od kilku
miesiecy naszym glownym zrodlem informacji nie sa przewodniki, ani
google, tylko forum dyskusyjne thorntree na stronie
znienawidzonych przez wszystkich i przez wszystkich uzywanych
przewodnikow www.lonelyplanet.com. Jest ono pelne prawdziwych,
aktualnych i praktycznych informacji od samych turystow. Polecamy!
Niestety nie znalezmy dla siebie takiej drogi, w ktora bysmy
uwierzyli i na prawde chcieli przejechac. Nawet Brunei, kolo
ktorego granicy wlasnie jestesmy, nas nie skusilo (jeden z
najmniejszych krajow swiata i najbogatszych, po Malezji i
Indonezji to trzeci kraj na Borneo), bo drogo i poza bogactwem i
czystoscia wszyscy mowia, ze nic wiecej nie ma do ogladania.
Szkoda wiec kasy i czasu... Potem szukalismy tanich polaczen
lotniczych na Sumatre i mozliwosci taniego i szybkiego zdobycia
wizy indonezyjskiej. Wszystko juz bylo postanowione, gdy nagle
Monia mowi: "przybysz, a moze na ta Birme jakos polecimy, o ktorej
kiedys tyle mowiles i tyle ostatnio slyszelismy super". No i
zamacila... Po dwoch godzinach mielismy bilety lotnicze, a po
kolejnych dwoch bylismy na lotnisku, gdzie teraz siedzimy w KFC i
pisze ten tekst. Lecimy do Singapuru, gdzie bedziemy sie ubiegali
o wize birmanska i zlapiemy lot do Yanganu, stolicy Birmy. Dzieki
dwom nowym i nowoczesnym low costom azjatyckim - air asia i jet
star - takie regionalne wielokrotne przeloty sa osiagalne dla
przecietnego turysty.
Spokojnie w Myanmarze
Myanmar to czesciej uzywana nazwa Birmy (i chyba teraz oficjalna
zmieniona w latach 80-tych). Tak, to tutaj jest jedna z ostatnich
na swiecie dyktatur wojskowych i tutaj przed miesiacem byly
zamieszki i strajki mnichow brutalnie stlumione przez policje. Ale
Birma to przede wszystkim jeden z najbezpieczniejszych krajow
Azji, w ktorym turyscie niegdy nic sie nie stalo. To proste, dla
dyktatury jestesmy cennym zrodlem twardej waluty, a dla
miejscowych oczami na swiat i takze zrodlem waluty. Od lat
slyszalem od innych turystow jak wyjatkowo przyjazni sa wszyscy,
jak super sie tam podrozuje (choc z ograniczeniami niestety i
czesto dosc ciezko)) i jaki to piekny kraj. Ze zrodel z pierwszej
reki, czyli od turystow, ktorzy wlasnie stamtad wrocili, wiemy, ze
zycie wrocilo tam do normy i nic nikomu nie grozi. Jedziemy wiec!
Bedzie to szczegolnie ciekawe doswiadczenie, bo to kraj, ktory
trzeba szybko zobaczyc, bo w kazdej chwili moze sie zmienic i juz
taki wiecej nie bedzie. A po ostatnich strajkach tym bardziej
wyjatkowe beda rozmowy z lokalsami. I to dlatego jedziemy tam a
nie na Sumatre, ktora jeszcze musi na nas kolejny raz zaczekac...
Jeszcze uwaga odnosnie kontrowersyjnego dosc faktu, ze podrozujac
do Birmy wspomaga sie dyktature zasilajac jej kase. Wielu
birmianskich opozycjonistow apelowalo, zeby na razie tam nie
przyjezdzac. My wierzymy, ze to chodzi o zorganizowana, droga
turystyke, ktora chcac nie chcac musi korzystac z panstwowych
firm, a ludzie nic z tego nie maja. Backpackersi jezdza sami i w
Birmie szczegolnie staraja sie korzystac z uslug tylko miejscowych
dajac im zarobic, a jak najmniej rzadowi. Poza tym jest to tez
mozliwosc wymiany wolnych mysli z obcokrajowcami.
I dupa blada...
Bladziudka... agenci dyktatury birmianskiej uznali nas
najprawdopodobniej za osoby zagrazajace ich dyktaturze. Nie
dostalismy wizy do Birmy. A dokladnie konsul, ktory przyjal
dokumenty, zaniosl je do jakiegos innego pokoju do akceptacji. Po
kilkunastu minutach wrocil i powiedzial, ze musi je wyslac do
swojej stolicy. Na pytanie ile to moze potrwac, odpowiedz byla
krotka - nie wiadomo... miesiac, moze wiecej. Potem na forach
dyskusyjnych wyczytalismy, ze takich przypadkow w roznych
ambasadach jest w ostatnich kilku tygodniach mnostwo.
Prawdopodobnie rzad Birmy probuje zamknac ich kraj i wpuszczaja
tylko grupy wycieczkowe nad ktorymi maja kontrole. Straszna
szkoda, bardzo chcielismy tam pojechac. Ale coz, tak musialo byc.
Na szczescie wstrzymalismy sie z kupnem biletu z Singapuru do
Birmy.
I znowu to samo pytanie
Zadaja nam je wszyscy i my zadajemy je sami sobie - Gdzie dalej?
Po burzliwej dyskusji i po raz n-ty przejrzeniu stron internetowych
lini lotniczych pozostaly fajne i niedrogie dwie opcje - Sumatra
lub Kambodza i Laos (strony internetowe Tiger Air, Bangkok
Airlines itd snia mi sie juz po nocach). Lecimy do Kambodzy i
Laosie, tzn. ja wracam tam, bo juz jezdzilem po tych krajach 2
lata temu. I bylo super! To na razie :)
Druga polowa pazdziernika 2007
Zdjecia z
miejsc i wydarzen opisanych w tej relacji
kliknij tutaj
Przeczytaj
tez nasza relacje z Celebesu
o naszych przezyciach kulturalnych w Tanah Toraja - wielkich
pogrzebach ze spiewem, tancami i skladaniem ofiar z bykow i swin
oraz o Bugisach i ich drewnianych statkach zaglowych.
kliknij tutaj
Mapa Azji
Poludniowo Wschodniej
Zeby latwiej Wam bylo nas zlokalizowac na mapie swiata :)
kliknij tutaj