Ostatnich kilka tygodni to karuzela wielu wydarzen. A raczej szybka kolej TGV... Mnostwo spraw zawodowych do dokonczenia, przygotowania do wyjazdu, slubu... Jestesmy teraz w Sydney. Nie takim jak sie wszystkim kojarzy, bo nie slonecznym, ale zimowym, czyli zimnym, deszczowym i ciemnym od godz. 18.
Jednak to Sydney znaczy wiele. To ulubione miasto Moni, w ktorym mieszkala, pracowala i studiowala przez kilka miesiecy 5 lat temu. Tu zaczynamy nasza podroz poslubna i tu swietujemy Moni urodziny, ostatnie nie trzydzieste.
Sydney to rowniez dla nas swego rodzaju przesiadka. Przesiadka miedzy dwoma swiatami.
Swiatem w domu, zabieganym, z kalendarzem w reku i wiecznym brakiem czasu. Ale rowniez swiatem pelnym rodziny, przyjaciol, spotkan i rozmow.
Swiat do ktorego sie przesiadamy to swiat podrozy i przygody. Jest on wlasciwie odwrotnoscia swiata w domu. Nie ma tu kalendarza, wielu rzeczy moze brakowac, ale czasu jest zawsze duzo. Glownym haslem przewodnim jest GO SLOW! Ten swiat tez jest pelen swietnych spotkan, ciekawych rozmow, ale obcymi i lokalnymi ludzmi. Brakuje rodziny i przyjaciol.
Przystanek Sydney to przede wszystkim czas przygotowan do podrozy. W domu nie udalo sie zbyt wielu rzeczy zrobic i wyjazd byl na wariata. Tutaj wiec kupujemy prawie caly sprzet zaczynajac od gaci i butow, konczac na plecaku i przewodniku.
Przed samym wyjazdem zdalismy sobie sprawe, ze wiekszosc osob, ktore znamy do takego wyjazdu przygotowuje sie dlugi i duzo wczesniej kupujac sprzet, czytajac i uczac sie o miejscach, w ktore pojada. U nas wyszlo inaczej. Podroz ma byc spontaniczna. Lokalne kultury chcemy poznawac przede wszystkim na mniejscu. Bilet lotniczy tez mamy tylko w jedna strone, choc i to okazalo sie, ze nie do konca, bo Bill razem z jachtem nie doplynal tam gdzie sie umawialismy i czeka na zupelnie innej wyspie jakies 500 km dalej. Musielismy wiec kupic kolejny lot malym samolotem lokalnymi liniami Solomon Airlines z Honiara do Gizo.
Co wiec takiego dzialo sie przed naszym wyjazdem... Nie bede sie rozpisywal o przygotowaniach, formalnosciach takich jak pity za 2007 rok i pelnomocnictwach, itd. Ale kilka slow o slubie i weselu to napisze...
Przede wszytkim zawsze myslelismy i mowilismy, ze wesele to dla nas w sumie nic takiego i ze my raczej go nie bedziemy robili. Im blizej samej daty, tym nasz koncept sie zmienial i powiekszal. Teraz zmienilismy zdanie. Wesele to super wydarzenie, oczywiscie pod jednym, bardzo waznym warunkiem - ze zrobi sie je, bo sie chce i tak jak sie chce! Ze nie bedzie sie traktowalo wesela jako wydarzenia dla gosci, ale dla gosci i dla siebie.
My nie zrobilismy typowego wesela i nawet tak go nie nazywalismy. To co wyszlo bylo tak jak sobie wymarzylismy. Otrzymalismy od wszystkich mnostwo ciepla, pozytywnych emocji i radosci. Dziekujemy! Nigdy tego nie zapomnimy!
Do samego konca przygotowan nie czulem sie jak Pan Mlody, a raczej jakbym organizowal jakis event, impreze, ktorych sporo, szczegolnie w czerwcu robilem. Ale gdy zalozylem garnitur i nadeszla godzina 0. Gdy zobaczylem Monie i bylo blogoslawienstwo, poczulem sie jak prawdziwy Pan Mlody.
Monia wygladala olsniewajaco i oniemialem, jak tylko ja zobaczylem. Wygladala i zachowywala sie jak prawdziwa krolowa balu.
Wszystko dzialo sie na naszych kochanych Mazurach, w Nowym Harszu w gospodarstwie super serdecznych, przyjacielskich i dobrze nam znanych Eli i Piotrka Melnikow. Bylo sielsko, wiejsko i anielsko. Ale przede wszystkin rodzinnie i przyjacielsko (i wyjatkowo smacznie:) Super zdjecia z niezapomnianych chwil mozecie ogladac na tych stronach.
Teraz ruszamy na Pacyfik. 2 lipca lecimy na Fidzi, potem na Honiare na Wyspach Salomona i dalej do Gizo. Tam wsiadamy na jacht Seawanhaka i plyniem... Nie wiemy jak dlugo, nie wiemy gdzie dokladnie. Bedziemy gdzis w okolicach Wysp Salomona i Papui Nowej Gwinei.
Prawdopodobnie przez ten czas - miesiac, dwa, trzy... Nie bedzie z nami kontaktu. Ale nie martwcie sie - to swietny jacht, a kapitan rozwazny i dobrze przygotowany. Jak tylko bedziemy mieli dostep do jakiejs formy kontaktu, to na pewno damy znac.
Tymczasem, mozecie sledzic nasza pozycje (zobacz namiary ponizej). Nie wiemy jak czesto bedzie odswiezana, pewnie co kilka dni. Ale jak przerwa bedzie dluzsza, to tez sie nie martwcie, bo Bill nie zawsze regularnie wysyla pozycje.
Zatem ahoj i do rychlego zobaczenia.
Monia & Michal Przybysz
Sydney, 30 czerwca 2007
Zeby sledzic nasza lodke wejdz:
http://www.shiptrak.org/
W polu Callsign na gorze ekranu wpisz KC7LPL i kliknij Go!
czerwiec 2007