top o serwisie o nas nasza podroz kontakt newsletter strona glowna www.honeymoonstory.net www.podrozposlubna.com
Relacje Moni i przybysza
Przyszła polska jesien, na razie nie złota niestety. My 4 miesiące w domu jesteśmy. I co?
Zdjęcia moni i przybysza
Zdjecia Moni i Przybysza Etap trasy / Galeria zdjęć:



KategorieWybierz kraj:



Jesteś
niezalogowany/a
Zaloguj

Poznaj relacje użytkowników
Relacje Moni i Przybysza
Celebes (Sulawesi) - Indonezja
Gdzie dalej?
Ciagle zastanawiamy sie co dalej, gdzie jechac, co robic? Wbrew pozorom to wcale nie takie latwe. Pisalem tyle o wolnosci i spontanicznosci naszej podrozy i jakie to piekne. W Indonezji to nie zawsze okazuje sie takie proste, a przede wszystkim tanie. To wielki i zroznicowany kraj. Trudno wiec nawet objac, co mozna tu robic i wybrac cos dla siebie. Dodatkowo, o niektorych (najciekawszych) rejonach brakuje pewnych i aktualnych informacji, bo tam dzungla, wioski, itd. Wszedzie jest daleko, jest morze, trzeba latac - a to kosztuje wiecej niz sie spodziwalismy. Poza tym problemy z wiza, gdzies musimy wyleciec z kraju i gdzies wrocic. Ostatecznie nasze plany gmatwaja sie przez koniec Ramadanu, ktory jest wielkim swietem muzulmanskim. Tydzien przed i po hotele moga byc zajete, transport pelny, a wiekszosc w ogole zamknieta.

Siedzimy wiec i kombinujemy - Borneo (a wlaciwie jego indonezyjska czesc - Kalimatan), Celebes, Sumatra, Malezja czy Singapur... Treki w goracej i wilgotnej dzungli, chodzenie po gorach czy zdobywanie wulkanow... A w kazda strone, w ktora pojedziemy, oznacza to dziesiatki godzin w gownianych autobusach pedzacych po beznadziejnych drogach z zygajacymi wspolpasazerami; syfne pokoje z jeszcze gorszymi lazienkami, lokalne jedzenie, w sumie pyszne, ale czasem chce sie zwyklej kanapki. Na polnoc czy na poludnie? Ludzie w niektorych regionach sa super przyjazni, ale w innych tylko by wciskali, oszukiwali, naciagali. Siedzac w domu, borykajac sie z codziennymi problemami, praca, dziecmi, nasze dylematy wydaja sie blache. Ale wcale nie sa i podrozowanie moze byc nieprzyjemne. A przeciez powinno byc przyjemne, rozwojowe, pouczajace, bezpieczne i w ramach budzetu. Nad tym wlasnie kombinujemy!

Nareszcie wiemy, co dalej i gdzie lecimy. Palcem po mapie, z przewodnikiem na kolanach i przezd komputerem w kafejce internetowej w ciagu ostatnich dwoch dni bylismy w kazda strone w tym regionie. Mielismy najpierw poleciec z Jawy na Sumatre. Tam kilka dni w gorach i dzungli z orangutanami. Na ostatnie dni przed wygasnieciem wiz, ktore pokrywaja sie z Ramadanem planowalismy pojawic sie w muzulmanskim miescie Medan. Potem prom do Malezji, gdzie aplikujemy o nowa wize indonezyjska. Samolot na Borneo malezyjskie, potem przez dzungle do indonezyjskiego Kalimantanu i jakos na Celebes. Wszystko postanowione, szlismy do bankomatu po kase na bilet. Dwa dni pracowalismy nad tym planem.

I nagle olsnienie! W ciagu kilku sekund zmiana planow. Kilka klikniec myszka i kupilismy bilety lotnicze na Celebes (tutaj nazywa sie Sulawesi). Pracuje na codzien w dziale internetowym i mam do czynienia z tymi tzw. nowymi technologiami. Ale caly czas dziwie sie jak to dziala. Siedzimy w obskurnej kafejce w Dzakarcie. Logujemy sie do polskiego banku, przelewamy kase na e-karte VISA, dostajemy po sekundzie sms na polska komorke z banku z haslem jednorazowym. Jeszcze tylko wpisanie numery karty na stronie www, kilka klikniec i mamy bilet lotniczy na Adam Air, indonezyjski low cost. A jeszcze kilka lat temu na Polinezje Francuska musialem faxy wysylac...

Na lotnisko, na Sulawesi
Sroda, 3 pazdziernika, znowu pakowanie, jak co dzien. Spieszymy sie na lotnisko. Taksowka kosztuje 9 dolarow, a autobus 3 i trzeba dojsc do dworca. W mojej zonie obudzila sie dusza backpackerska i zasuwamy w strasznym upale po zasmrodzomych ulicach Dzakarty z buta na dworzec. To nic, ze dojazd tam kosztowalby pewnie ze 2 zlote. Backpackers chodzi z plecakiem! Jakby ktos polal mnie woda ze szlaufa, to wiele by to nie zmienilo - tak zlany jestem potem. I gonie za Monia. Ale ona wyglada jak rasowy podroznik teraz :)! Wpadamy do autobusu, gdy juz prawie ruszal, zajmujemy ostatnie miejsca i jedziemy.

Lotnisko w tym tzw. Kraju Trzeciego Swiata jest ogromne. Sama tania lokalna linia, ktora lecimy, ma pewnie tyle stanowisk do check-inu, ile jest na calym okeciu. Zreszta chyba nigdy nie bylem na mniejszym lotnisku od warszawskiego w zadnej stolicy swiata (no, moze poza Salomonami). A nasi specjalisci nie radza sobie z wybudowaniem nowego, naprawde relatywnie niewielkiego terminala. Moze niech przyjada do Dzakarty i sie czegos naucza. Tu jakos to wyglada!

I jakos dziala. Ale jak, to ja nie pojmuje. Wszyscy sie pchaja. W koncu ktos bierze od nas bagaze. Recznie wypelnia naklejki, gdzie nasze plecaki maja poleciec. Po chwili ktos bierze paszporty. Ale nie moze sie w nich odnalesc. Pyta, czy mamy jakies mniejsze dokumenty. Wszystko reczna robota, ale nagle aparatem cyfrowym robia mi zdjecie i kaza sie elektronicznie podpisac. Czekalem czy wezma ode mnie odciski palcow. To tak jak przy wjezdzie do USA, ale my tu lecimy tylko tanim lotem krajowym. Nic z tego nie rozumiem. Ale przeciez chodzi tylko o to, zeby bagaze dolecialy tam gdzie my, no nie?

Sulawesi (Celebes) - jesc!
Jestesmy na Sulawesi. (Ktora to juz nasza wyspa w ciagu ostatnich 3 miesiecy? Musimy to kiedys policzyc.) Po udanym przejezdzie z lotniska, znalezieniu hotelu i transportu na jutro (pomogl nam mily lokals poznany w samolocie, zawsze to fajnie i latwiej tak:) idziemy jesc!

Oczywiscie szukamy lokalnego baru na ulicy, warung w jezyku bahasa indonesia. Znalezlismy ten idealny - pelno lokalsow przy stolikach, kuchnia z wielkim ogniem na ulicy, graja jacys grajkowie (i to nawet beatelsow, a nie indonezyjskie disco polo). Rozmowa z kucharzem zaczelo sie od czegos, co nazywam "syndromem wzrostu", czyli podchodza do mnie, staja obok porownujac sie. Bardziej na polnoc, w Wietnami i Laosie, porownuja jeszcze owlosienie ciala ;). Potem najtrudniejsza czesc - zamowienie jedzenia. Nikt nie mowi po angielsku, a zadne slowo z menu nic nam nie mowi. Potraw, ktore znamy, akurat nie maja.

Ciekawe czy ktos umie wytllumaczyc fakt, ze jedzac w ulicznych barach, w upalach, w roznych krajach na swiecie nigdy jeszcze nie mialem problemow zoladkowych. W domu, w Warszawie zdarzaja sie, np. po kielbasce w barze przy katowickiej. W Yogyakarcie kilka dni temu jedlismy w McDonaldsie i musialem szybko biec do hotelu... Mysle, ze chodzi o ilosc konserwantow i swiezosc produktow. Choc jest tu goraco i czesto nie maja lodowek, to kurczaka na targu zwykle kupuje sie zywego. Jem wiec ostatecznie ayam bacar z nasi (kurczaka z grilla z ryzem), a umorusana na czerwono po lokcie i na buzi Monia, jakies kraby w czerwono-krwistym sosie. I jeszcze mowi, ze pyszne. Jadla je z godzine, bo bylo ich duzo i male. Wiec jak twierdzila, nie mogla sie dogrzebac do mieska. ;)

Polandia i Walesa
Pisalismy wczesniej o tym, ze na Solomonach i w Papui nikt nie mial pojecia co to Polska. W Indonezji jest juz zupelnie inaczej. Co prawda malo kto spotkal kiedys Polaka, ale slyszeli o Polandii (Polska w bahasa indonesia). Co ciekawe, wyjatkowo duzo osob od razu kojarzy Polandie z Walesa, i to nawet na prowincji. Mysle, ze musieli w Indonezji mocno sledzic przemiany w Polsce w latach 80- tych. Indonezja tez bardzo sie zmieniala, wiec moze media stawialy Polske za jakis przyklad. A moze wlasnie nie media, tylko lokalna opozycja...

Pogrzeby w Tanah Toraja
Dzisiejszy dzien jest tak wstrzasajacym przezyciem, ze trudno zebrac mysli i to opisac. Pozniej okaze sie, ze jutro bedzie jeszcze gorzej. Uczestniczymy w trzydniowych uroczystosciach pogrzebowych, najniezwyklejszych o jakichkolwiek slyszelismy. Jestesmy w gorzystym regionie Tanah Toraja w srodkowej czesci poludniowego Sulawesi. Torajowie (czyt. Toradzianie) to niewielka bo zaledwie pol milionowa grupa etniczna, ktora nie ma wlasciwie nic wspolnego z innymi ludzmi mieszkajacymi na Sulawesi i w calej Indonezji. Sa katolikami, najczesciej protestantami. Wielu z nich przypomina bardziej peruwianczykow niz indonezyjczykow. Mieszkaja w niezwyklych domach. Dachy buduja na ksztalt lodzi, co ma obrazowac lodzie, ktorymi przybyli ich przodkowie gdzies z kontynentu azjatyckiego kilka tysiecy lat temu. Sciany sa pieknie rzezbione i malowane. A na froncie domu glowa byka i jego rogi. Im wiecej rogow tym lepiej, bo tym rodzina bardziej szanowana. A dlaczego, to o tym za chwile.

Torajanie slyna z wyjatkowych pogrzebow, ktore sa w ich kulturze najwieksza uroczystoscia. Sami mowia o sobie, ze zyja wlasciwie dla smierci i pogrzebu. Szybko stalo sie dla nas jasne dlaczego. Mamy farta, bo trafilismy akurat na pogrzeb w znaczacej rodzinie. Jest tu na pewno ponad tysiac osob - rodzina, rodzina rodziny, przyjaciele i przyjaciele przyjaciol. Sa tez swinie, ponad sto jeszcze zywych swin. I 22 byki, tez jeszcze zywe. Jeszcze, bo stopniowo skladane sa w ofierze... Zabijane, cwiartowane i pieczone w krzakach. Setki kilogramow miesa i litrow krwi. Jedni spiewaja piesni pogrzebowe, a inni tancza tance zalobne. Wszystko w kolorach czerni i jaskrawej czerwieni.

Na poczatku grupa przedstawicieli z jednego regionu idzie w procesji zlozyc rodzinie kondolencje i zaoferowac kilka swin i bykow. Potem rodzina zmarlych w spiewnej procesji podchodzi do swoich gosci. Nastepnie czestowani sa oni jedzeniem i piciem. My siedzimy po srodku calego wydarzenia, jemy i pijemy razem z rodzina. Jemy tradycyjnie rekoma ryz z warzywami, suszonymi rybami i jakims dziwnym miesem pieczonym w bambusie. Przyznam, ze chwilami stawalo mi w gardle. Monia natomiast dostarczyla wszystkim duzo radosci, gdy rozgryzla papryczke chilli. Poplakala sie i nie mogla oddychac. A okolo 70 osob smialo sie razem z nia przez lzy. ;)

Nie jestesmy intruzami, bo kazdy gosc jest mile widziany. To wielkie przedsiewziecie dla rodziny zmarlych. Przygotowuja je miesiacami. Buduja specjalnie budowle dla gosci. Przyozdabiaja domy. Im wiecej gosci tym wiekszy prestiz. Jest to swieto zalobne, ale w gruncie rzeczy nie jest wcale dla nich takie smutne. Moze dlatego, ze czesto zmarli nie zyja juz od kilku miesiecy lub lat. Rodzina mieszka wtedy z zabalsowanymi cialami w jednym domu. Czekaja na dobry czas i pieniadze na pogrzeb. Duzo pieniedzy, dlatego czesto robia pogrzeb dla wiecej niz jednej osoby, tak jak w tym przypadku. Goscie przyjezdzaja nie tylko z okolicznych wiosek, ale nawet z Dzakarty i Papui (i Polandii).

Cale wydarzenie to pomieszanie chrzescijanskich i animistycznych obrzedow. Ponoc kosciol akceptuje te obrzedy, pod warunkiem, ze ludzie nie czcza innych bogow niz naszego Boga. I faktycznie trzeciego dnia pojawia sie katolicki ksiadz i odprawia cos w rodzaju mszy. Pierwszego dnia jest duzo kolorowych lokalnych strojow, tancow, procesji, spiewow, kontemplacji, rozmow i smiechu. Tak, bo wiele z tych osob widuje sie tylko na pogrzebach. I jest duzo miesa. Oni jedza wolowine i wieprzowine tylko podczas pogrzebow i po nich. Ale prawdziwa ilosc miesa i wielki wstrzas dla nas bedzie dopiero drugiego dnia.

Najpierw walka bykow, a potem...
Drugiego dnia na lace stoimy razem ze wszystkimi i obserwujemy walki bykow. Dla Torajan to wielka rozrywka, ciesza sie, krzycza. Nie widac, zeby byki jakos specjalnie cierpialy, wiec bawi to i nas. Taka niewinna rozrywka. I legalna w przeciwienstwie do popularnych tu walk kogutow, ktore juz nie sa takie humanitarne, bo przywiazuja im do pazurow ostrza i dodatkowo jest nielegalne z powodu hazardu z tym zwiazanego.

Zbliza sie kluczowy moment calego wydarzenia. Po raz pierwszy w zyciu wprowadzilem autocenzure wlasnych zdjec. Zauwazylem, ze z wrazenia, z oburzenia, ze zlosci i z obrzydzenia w pewnym momencie trzesly mi sie rece i nogi. Wyraznie czuc napiecie... Nadszedl czas zlozenia w ofierze bawolow (czy tez bykow - buffalo). Najperw narada starszyzny ile bykow skladaja w ofierze i jak dziela miedzy soba te setki kilogramow miesa. Przyprowadzili wszystkie dwadziescia kilka byko na podworko i zaczela sie licytacja. Niektore, najbardziej cenione warte sa kilkadziesiat tysiecy zlotych. Ostatecznie 12 bykow zostanie zabitych. Niby wiedzielismy, co sie wydarzy, ale nie zdawalismy sobie sprawy... Na podworku, przed domem, w sloncu i w upale zarznieto 12 bykow. Smrod krwi i miesa byl nie do wytrzymania. Buffalo killerzy jeden po drugim ceremonialnie zazynali byki podcinajac im gardla. Krew sie lala, byki z poderznietymi gardlami i tryskajaca krwia probowaly biegac, ale byly przywiazane. Charczaly i kopaly. Dzieci, kobiety, mezczyzni patrzyli i sie cieszyli. Strasznie niehumanitarne. Ale legalne, zarowno ze strony panstwa i kosciola. Oszczedze wiecej szczegolowych opisow... Potem zdjeli skore z bykow i nastapil dlugi czas uroczystego dzielenia miesa. Status osoby, rodziny, wioski wyznacza zarowno jakosc jak i ilosc otrzymanego miesa.

Orszak zalobny
Trzeciego dnia bylo mnostwo przemowien i msza, tzn. tak nam powiedzieli, bo w ogole nie wygladalo to jak msza. Potem nastapil najwazniejszy i najbardziej wesoly czas - wedrowka z trumna spod domu do grobu. Niezwykly orszak zalobny. Dwie trumny zlozone byly do niewielkich rozmiarow typowego domku torajanskiego. Bardzo ciezka konstrukcja, z wielkim, ciezkim dachem. Kilkunastu mezczyzn natrudzilo sie, zeby to wszystko zmontowac. Teraz wszyscy odbeda ostatnie, mile chwile ze zmarlymi. Kilkudziesieciu mezczyzn nioslo na bambusach cala konstrukcje z trumnami wyglupiajac sie po drodze. Ci z przodu pchali sie do tylu, a ci z tylu do przodu. Tak jak przeciaganie liny, tylko ze odwrotnie. Mnostwo krzykow i smiechu. Droga w gory byla daleka. Torajanie uwazaja, ze to ostatni moment, zeby miec chwile radosci i zabawy ze zmarlymi.

Rodzinne groby tego klanu sa jednymi z najstarszych i najbardziej znanych ze slynnych cmentarzy Tanah Toraja. Sa to wyzlobione wysoko w skale jaskinie. Kazdy grob przyozdobiony jest wykonanymi z drewna kuklami, ktore maja byc podobiznami zmarlych tam pochowanych - tzw. tau-tau. Wniesienie trumny do grobu w skale, to caly spektakl obserwowany przez wszystkich gosci. Na wysokiej bambusowej drabinie stoja mezczyzni, ktorzy wnosza i podaja sobie trumne. Na koncu grob jest zamkniety, a drabina przewrocona.

Dla Torajan pogrzeb to nie tylko pochowanie zmarlych i oddanie im czci. To ostatnia droga ze zmarlymi i ostatni raz do wspolnej zabawy z nimi. To najlepsza i czesto jedyna okazja do spotkania i zabawy z dalekimi oraz bliskimi. To rowniez sposob na zaprezentowania swojego statusu w calym regionie.

Slynne statki Bugisow z Celebesu
Prosto z gorzystego i zielonego Tanah Toraja udalismy sie na suchy polwysep na samym poludniowym krancu Celebesu. Z regionu zamieszkanego przez katolikow do tradycyjnego terenu muzulmanskiego zamieszkanego przez Bugisow. Byl to akurat czas Idul - Fitri i obawialismy sie o transport (to tak jakby jechac przez cala Polske w swieta Bozego Narodzenia). Ale mielismy farta, udalo nam sie dojechac nocnym autobusem, a potem pol dnia w ciasnym dzipie. Miejscowosc Bira oprocz ciszy, spokoju, plazy i widokow skusila nas slynnymi drewnianymi statkami zaglowymi Bugisow. Przez wieki Bugisi dominowali nad calym handlem w tej czesci swiata. Potem wielu z nich, wypartych przez Holendrow, zajelo sie piractwem. Teraz caly czas buduja na plazach drewniane statki. Buduja je dokladnie w ten sam sposob, co przed wiekami. Tyle tylko, ze sprzedaja je na calym swiecie. Bardzo chcielismy zobaczyc ich przy pracy. Udalo sie i bylo warto. Wielkie drewniane klody mocza najpierw w oceanie. Nastepnie susza i po prostu buduja z nich statki. Uzywaja drewnianych kolkow i drewnianych mlotkow. Cala konstrukcja statku jest drewniana. Nie uzywaja komputerow do projektowania. Mowili nam, ze czesto nie uzywaja nawet papieru, po prostu maja wszystko w glowie...

I znowu o jedzeniu :)
O tym, ze podroze ksztalca, pozbywaja nas stereotypow i przynosza duzo nowych doswiadczen przekonujemy sie codziennie. Jednym z takich codziennych, najprostszych i oczywistych przykladow jest jedzenie. Wszystkie posilki jemy w barach, knajpach lub lokalnych straganach. Czesto, szczegolnie w miastach, oprocz lokalnej kuchni indonezyjskiej w Indonezji czy malezyjskiej w Malezji, jest duzo imigrantow z Indii, Chin, itd. Probujemy i przekonujemy sie (lub nie) do roznych smakow, ale rowniez i sposobow jedzenia. Hindusi jedza rekoma bez zadnych sztuccow, ale (o czym nie wiedzialem) wielu muzulmanskich i chrzescijanskich Indonezyjczykow tez. Chinczycy i Tajowie jedza paleczkami. Ale podobne posilki (np. rozne wersje noodle, czyli chinskiego makaronu, takiego jak w zupkach chinskich) Indonezyjczcy jedza lyzka i widelcem.

Ryz jest wszedzie w Azji. Ale jest bialy, brazowy, czarny, czerwony i lepki; smazony, gotowany z warzywami, w sosie lub przyprawach. Nasze ulubione smazone noodle tez sa wszedzie. Ale te przygotowane po chinsku, indonezyjsku, tajsku czy singapursku, choc wygladaja podobnie i skladniki sa podobne, bo zwykle noodle, troche warzyw, czasem jajko, wolowina lub owoce morza, to smakuja zupelnie inaczej. Samych noodli tez jest wiele rodzajow - biale, zolte, grube, cienkie, plaske, z maki ryzowej, pszennej...

A nasze gusta? Dwa lata temu twierdzilem, ze nie lubie kuchni tajskiej. Skad to mialem w glowie? Bo gdy tylko tam pojechalem, to okazalo sie, ze uwielbam. Monia zawsze mowila, ze nie lubi potraw indyjskich i nie znosi curry. Ale wystarczyl jeden prawdziwy indyjski bar w Singapurze i teraz ciagle jemy w hinduskich knajpach, szczegolnie jej ukochane roti (a to tylko maka i woda smazona). A samo curry... Coz, to co zawsze mam w domu, tutaj wlasciwie sie nie czuje. Ale za to jest wiele innych jego odmian.

Koniec Ramadanu, wielkie swieto
Jak juz wspominalismy jestesmy w Indonezji akurat w wielkie swieto muzulmanskie pod koniec Ramadanu. Nazywaja je tutaj Idul Fitri, Hari Raya, lub Lebaran. Mamy w zwiazku z tym troche problemow z podrozowaniem, bo niewiele tu dziala w tym czasie i to przez ponad tydzien. Ale o co tak wlasciwie chodzi z tym Lebaranem? Muzulmanie swietuja, bo sie bardzo ciesza. Ciesza sie z konca Ramadanu. I wcale im sie nie dziwie. Ramadan to miesiac postny, ale muzulmanie nie tylko w tym czasie powstrzymuja sie od zabaw i seksu. Oni nic nie jedze i nie pija codziennie od switu do zachodu. Tak, nawet nie pija wody w tym goracu rownikowym! Idul Fitri to czas przebaczenia, pokoju, braterstwa i jednosci. Muzulmanie swietuja nie tylko koniec postu, ale rowniez dziekuja Bogu za pomoc i sile w przetrwaniu Ramdanu i cwiczeniu samokontroli.

Islam...?
Tyle sie teraz mowi o islamie i muzulmanach, ale glownie w kontekscie fundamentalistow i terroryzmu. Zdalem sobie sprawe, ze tak na prawde niewiele wiem ponad to, co mowi sie w mediach o tej religii i kulturze. A wiec ponizej krotki opis na podstawie fragmentow ksiazki guru Ryszarda Kapuscinskiego (nie pamietam ktorej niestety, to sa glownie cytaty).

Islam jest bardzo zroznicowany, od skrajnego i uciekajacego do terroryzmu islamu Kadafiego, dosc liberalnego, otwartego islamu tunezyjskiego i obejmujacego Afryke Pln, ktory jest islamem tolerancyjnym i nie znajacym pojecia torroryzm ani fundamentalizm. Najwieksze narody islamu zamieszkuja panstwa azjatyckie - Pakistan, Indonezje, Malezje.

Islam nie doswiadczyl ani reformacji, ani oswiecenia, w przeciwienstwie do chrzescijanstwa i to wyznacza zasadnicza roznice. W zachodniej cywilizacji kladzie sie nacisk na indywidualizm. W tradycji islamu jest odwrotnie - dla muzulmanina znalezc sie samemu to znaczy zginac. Wspolna modlitwa daje muzulmanom niezwykle poczucie tozsamosci i wspolnoty. Zachod zastanawia sie, czy islam zagraza swiatu. Ludzie islamu mowia, ze to Zachod zagraza islamowi.

Islam zasadniczo jest religia bardzo lagodna - religia pokory, modlitwy, jalmuzny, fatalizmu. Islam to nie tylko wiara, lecz - jak mowia muzulmanie - wszystko. Jest zwlaszcza prawem szariatu. W islamie nie ma odroznienia - prawo boze - panstwo swieckie. Istnieje jedna wspolnota - umma i jedno prawo - szariat. Interpretatorzy, ktorzy sa zwolennikami skrajnych odlamow islamu, usprawiedliwiaja swoje dzialania przestepcze, odpowiednio tlumaczac Koran. Koran zostal dany od Boga, jest to wiec religia objawienia slowa, a nie objawienia Boga-czlowieka. Ten kto kwestionuje ksiege, kwestionuje istnienie Boga. W szariacie istnieja tez nakazy, ktore sa stosowane tylko w wypadku zwyciestwa skrajnego odlamu w islamie i jego nieludzkiej, barbarzynskiej interpretacji, np. w Afganistanie wykonuje sie publicznie kare okaleczenia za zlodziejstwo - obciecie prawej reki i lewej stopy.

Islam jest religia bardzo prosta. By byc muzulmaninem, trzeba wyznac, ze sie nim jest, praktykowac 5 filarow wiary, do czego nie trzeba intelektualnego przygotowania. Na swiecie jest miliard trzysta wyznawcow islamu. Muzulmanska kobieta musi nosic chuste, bo Koran mowi, ze wlosy stanowia zrodlo podniety.

Warto zauwazyc, ze do aktow terroryzmu dochodzi wylacznie w obrebie islamu arabskiego. Islam czarnej Afryki nie zna terroryzmu.

Europa traci swoja klasyczna tozsamosc i w coraz mniejszym stopniu jest kontynentem bialych chrzescijan, w coraz wiekszym regionem wielokulturowym i wieloreligijnym. We Francji, Niemczech, Holandii, Anglii islam jest juz druga religia i proces ten bedzie sie poglebial, bo do Europy emigruja glownie muzulmanie. Bedziemy coraz bardziej chrzescijansko - islamscy i dlatego trzeba szukac porozumienia z muzulmanami. Europa srodkowo - wschodnia jest jeszcze bardzo homogeniczna jezeli chodzi o rasy, narodowosci i religie. Ale to sie bedzie zmienialo. Nie jestem pewiec czy Polska, Polacy, jestesmy na to gotowi...

Gdzie teraz?
Z Dzakarty polecielismy do KL (Kuala Lumpur, stolica Malezji). Jak wspominalem wczesniej musielismy juz opuscic Indonezje, zeby dostac nowa wize. W KL spedzilismy w sumie tydzien, czekajac na wybory (bylo warto!!), zalatwiajac wizy i aktualizujac nasza strone. Samo KL jest bardzo podobne do Singapuru, czyste, swietnie zorganizowane i bardzo przyjemne, nowoczesne miasto, ale na szczescie caly czas z duchem azjatyckim. Niestety ambasada indonezyjska byla zamknieta przez caly tydzien... Z tego i innych powodow polecielismy do malezyjskiej czesci Borneo, do Kota Kinabalu. A potem w okolice wyspy Sipadan, gdzie jutro bedziemy nurkowali w jednym z najslynniejszych miejsc na swiecie. Atrakcja sa przede wszystkim stada zolwi, z ktorymi plywa sie leb w leb. Ale o tym w nastepnej relacji. :)

Pierwsza polowa pazdziernika 2007


Zdjecia z miejsc i wydarzen opisanych w tej relacji
kliknij tutaj



Przeczytaj tez nasza relacje z Bali i Jawy
kliknij tutaj



Mapa naszej podrozy po Indonezji
Niebieska linia przerywana trasa przejechana i przeleciana do tego pory, a szara planowana na druga polowe pazdziernika i listopad
kliknij tutaj