Celebes (Sulawesi) - Indonezja
Gdzie dalej?
Ciagle zastanawiamy sie co dalej, gdzie jechac, co robic? Wbrew
pozorom to wcale nie takie latwe. Pisalem tyle o wolnosci i
spontanicznosci naszej podrozy i jakie to piekne. W Indonezji to
nie zawsze okazuje sie takie proste, a przede wszystkim tanie. To
wielki i zroznicowany kraj. Trudno wiec nawet objac, co mozna tu
robic i wybrac cos dla siebie. Dodatkowo, o niektorych
(najciekawszych) rejonach brakuje pewnych i aktualnych informacji,
bo tam dzungla, wioski, itd. Wszedzie jest daleko, jest morze,
trzeba latac - a to kosztuje wiecej niz sie spodziwalismy. Poza tym
problemy z wiza, gdzies musimy wyleciec z kraju i gdzies wrocic.
Ostatecznie nasze plany gmatwaja sie przez koniec Ramadanu, ktory
jest wielkim swietem muzulmanskim. Tydzien przed i po hotele moga
byc zajete, transport pelny, a wiekszosc w ogole zamknieta.
Siedzimy wiec i kombinujemy - Borneo (a wlaciwie jego indonezyjska
czesc - Kalimatan), Celebes, Sumatra, Malezja czy Singapur... Treki
w goracej i wilgotnej dzungli, chodzenie po gorach czy zdobywanie
wulkanow... A w kazda strone, w ktora pojedziemy, oznacza to
dziesiatki godzin w gownianych autobusach pedzacych po
beznadziejnych drogach z zygajacymi wspolpasazerami; syfne pokoje z
jeszcze gorszymi lazienkami, lokalne jedzenie, w sumie pyszne, ale
czasem chce sie zwyklej kanapki. Na polnoc czy na poludnie? Ludzie
w niektorych regionach sa super przyjazni, ale w innych tylko by
wciskali, oszukiwali, naciagali. Siedzac w domu, borykajac sie z
codziennymi problemami, praca, dziecmi, nasze dylematy wydaja sie
blache. Ale wcale nie sa i podrozowanie moze byc nieprzyjemne. A
przeciez powinno byc przyjemne, rozwojowe, pouczajace, bezpieczne i
w ramach budzetu. Nad tym wlasnie kombinujemy!
Nareszcie wiemy, co dalej i gdzie lecimy. Palcem po mapie, z
przewodnikiem na kolanach i przezd komputerem w kafejce
internetowej w ciagu ostatnich dwoch dni bylismy w kazda strone w
tym regionie. Mielismy najpierw poleciec z Jawy na Sumatre. Tam
kilka dni w gorach i dzungli z orangutanami. Na ostatnie dni przed
wygasnieciem wiz, ktore pokrywaja sie z Ramadanem planowalismy
pojawic sie w muzulmanskim miescie Medan. Potem prom do Malezji,
gdzie aplikujemy o nowa wize indonezyjska. Samolot na Borneo
malezyjskie, potem przez dzungle do indonezyjskiego Kalimantanu i
jakos na Celebes. Wszystko postanowione, szlismy do bankomatu po
kase na bilet. Dwa dni pracowalismy nad tym planem.
I nagle olsnienie! W ciagu kilku sekund zmiana planow. Kilka
klikniec myszka i kupilismy bilety lotnicze na Celebes (tutaj
nazywa sie Sulawesi). Pracuje na codzien w dziale internetowym i
mam do czynienia z tymi tzw. nowymi technologiami. Ale caly czas
dziwie sie jak to dziala. Siedzimy w obskurnej kafejce w Dzakarcie.
Logujemy sie do polskiego banku, przelewamy kase na e-karte VISA,
dostajemy po sekundzie sms na polska komorke z banku z haslem
jednorazowym. Jeszcze tylko wpisanie numery karty na stronie www,
kilka klikniec i mamy bilet lotniczy na Adam Air, indonezyjski low
cost. A jeszcze kilka lat temu na Polinezje Francuska musialem faxy
wysylac...
Na lotnisko, na Sulawesi
Sroda, 3 pazdziernika, znowu pakowanie, jak co dzien. Spieszymy sie
na lotnisko. Taksowka kosztuje 9 dolarow, a autobus 3 i trzeba
dojsc do dworca. W mojej zonie obudzila sie dusza backpackerska i
zasuwamy w strasznym upale po zasmrodzomych ulicach Dzakarty z buta
na dworzec. To nic, ze dojazd tam kosztowalby pewnie ze 2 zlote.
Backpackers chodzi z plecakiem! Jakby ktos polal mnie woda ze
szlaufa, to wiele by to nie zmienilo - tak zlany jestem potem. I
gonie za Monia. Ale ona wyglada jak rasowy podroznik teraz :)!
Wpadamy do autobusu, gdy juz prawie ruszal, zajmujemy ostatnie
miejsca i jedziemy.
Lotnisko w tym tzw. Kraju Trzeciego Swiata jest ogromne. Sama tania
lokalna linia, ktora lecimy, ma pewnie tyle stanowisk do check-inu,
ile jest na calym okeciu. Zreszta chyba nigdy nie bylem na
mniejszym lotnisku od warszawskiego w zadnej stolicy swiata (no,
moze poza Salomonami). A nasi specjalisci nie radza sobie z
wybudowaniem nowego, naprawde relatywnie niewielkiego terminala.
Moze niech przyjada do Dzakarty i sie czegos naucza. Tu jakos to
wyglada!
I jakos dziala. Ale jak, to ja nie pojmuje. Wszyscy sie pchaja. W
koncu ktos bierze od nas bagaze. Recznie wypelnia naklejki, gdzie
nasze plecaki maja poleciec. Po chwili ktos bierze paszporty. Ale
nie moze sie w nich odnalesc. Pyta, czy mamy jakies mniejsze
dokumenty. Wszystko reczna robota, ale nagle aparatem cyfrowym
robia mi zdjecie i kaza sie elektronicznie podpisac. Czekalem czy
wezma ode mnie odciski palcow. To tak jak przy wjezdzie do USA, ale
my tu lecimy tylko tanim lotem krajowym. Nic z tego nie rozumiem.
Ale przeciez chodzi tylko o to, zeby bagaze dolecialy tam gdzie my,
no nie?
Sulawesi (Celebes) - jesc!
Jestesmy na Sulawesi. (Ktora to juz nasza wyspa w ciagu ostatnich 3
miesiecy? Musimy to kiedys policzyc.) Po udanym przejezdzie z
lotniska, znalezieniu hotelu i transportu na jutro (pomogl nam mily
lokals poznany w samolocie, zawsze to fajnie i latwiej tak:)
idziemy jesc!
Oczywiscie szukamy lokalnego baru na ulicy, warung w jezyku bahasa
indonesia. Znalezlismy ten idealny - pelno lokalsow przy stolikach,
kuchnia z wielkim ogniem na ulicy, graja jacys grajkowie (i to
nawet beatelsow, a nie indonezyjskie disco polo). Rozmowa z
kucharzem zaczelo sie od czegos, co nazywam "syndromem wzrostu",
czyli podchodza do mnie, staja obok porownujac sie. Bardziej na
polnoc, w Wietnami i Laosie, porownuja jeszcze owlosienie ciala ;).
Potem najtrudniejsza czesc - zamowienie jedzenia. Nikt nie mowi po
angielsku, a zadne slowo z menu nic nam nie mowi. Potraw, ktore
znamy, akurat nie maja.
Ciekawe czy ktos umie wytllumaczyc fakt, ze jedzac w ulicznych
barach, w upalach, w roznych krajach na swiecie nigdy jeszcze nie
mialem problemow zoladkowych. W domu, w Warszawie zdarzaja sie, np.
po kielbasce w barze przy katowickiej. W Yogyakarcie kilka dni temu
jedlismy w McDonaldsie i musialem szybko biec do hotelu... Mysle,
ze chodzi o ilosc konserwantow i swiezosc produktow. Choc jest tu
goraco i czesto nie maja lodowek, to kurczaka na targu zwykle
kupuje sie zywego. Jem wiec ostatecznie ayam bacar z nasi (kurczaka
z grilla z ryzem), a umorusana na czerwono po lokcie i na buzi
Monia, jakies kraby w czerwono-krwistym sosie. I jeszcze mowi, ze
pyszne. Jadla je z godzine, bo bylo ich duzo i male. Wiec jak
twierdzila, nie mogla sie dogrzebac do mieska. ;)
Polandia i Walesa
Pisalismy wczesniej o tym, ze na Solomonach i w Papui nikt nie mial
pojecia co to Polska. W Indonezji jest juz zupelnie inaczej. Co
prawda malo kto spotkal kiedys Polaka, ale slyszeli o Polandii
(Polska w bahasa indonesia). Co ciekawe, wyjatkowo duzo osob od
razu kojarzy Polandie z Walesa, i to nawet na prowincji. Mysle, ze
musieli w Indonezji mocno sledzic przemiany w Polsce w latach 80-
tych. Indonezja tez bardzo sie zmieniala, wiec moze media stawialy
Polske za jakis przyklad. A moze wlasnie nie media, tylko lokalna
opozycja...
Pogrzeby w Tanah Toraja
Dzisiejszy dzien jest tak wstrzasajacym przezyciem, ze trudno
zebrac mysli i to opisac. Pozniej okaze sie, ze jutro bedzie
jeszcze gorzej. Uczestniczymy w trzydniowych uroczystosciach
pogrzebowych, najniezwyklejszych o jakichkolwiek slyszelismy.
Jestesmy w gorzystym regionie Tanah Toraja w srodkowej czesci
poludniowego Sulawesi. Torajowie (czyt. Toradzianie) to niewielka
bo zaledwie pol milionowa grupa etniczna, ktora nie ma wlasciwie
nic wspolnego z innymi ludzmi mieszkajacymi na Sulawesi i w calej
Indonezji. Sa katolikami, najczesciej protestantami. Wielu z nich
przypomina bardziej peruwianczykow niz indonezyjczykow. Mieszkaja w
niezwyklych domach. Dachy buduja na ksztalt lodzi, co ma obrazowac
lodzie, ktorymi przybyli ich przodkowie gdzies z kontynentu
azjatyckiego kilka tysiecy lat temu. Sciany sa pieknie rzezbione i
malowane. A na froncie domu glowa byka i jego rogi. Im wiecej rogow
tym lepiej, bo tym rodzina bardziej szanowana. A dlaczego, to o tym
za chwile.
Torajanie slyna z wyjatkowych pogrzebow, ktore sa w ich kulturze
najwieksza uroczystoscia. Sami mowia o sobie, ze zyja wlasciwie dla
smierci i pogrzebu. Szybko stalo sie dla nas jasne dlaczego. Mamy
farta, bo trafilismy akurat na pogrzeb w znaczacej rodzinie. Jest
tu na pewno ponad tysiac osob - rodzina, rodzina rodziny,
przyjaciele i przyjaciele przyjaciol. Sa tez swinie, ponad sto
jeszcze zywych swin. I 22 byki, tez jeszcze zywe. Jeszcze, bo
stopniowo skladane sa w ofierze... Zabijane, cwiartowane i pieczone
w krzakach. Setki kilogramow miesa i litrow krwi. Jedni spiewaja
piesni pogrzebowe, a inni tancza tance zalobne. Wszystko w kolorach
czerni i jaskrawej czerwieni.
Na poczatku grupa przedstawicieli z jednego regionu idzie w
procesji zlozyc rodzinie kondolencje i zaoferowac kilka swin i
bykow. Potem rodzina zmarlych w spiewnej procesji podchodzi do
swoich gosci. Nastepnie czestowani sa oni jedzeniem i piciem. My
siedzimy po srodku calego wydarzenia, jemy i pijemy razem z
rodzina. Jemy tradycyjnie rekoma ryz z warzywami, suszonymi rybami
i jakims dziwnym miesem pieczonym w bambusie. Przyznam, ze chwilami
stawalo mi w gardle. Monia natomiast dostarczyla wszystkim duzo
radosci, gdy rozgryzla papryczke chilli. Poplakala sie i nie mogla
oddychac. A okolo 70 osob smialo sie razem z nia przez lzy. ;)
Nie jestesmy intruzami, bo kazdy gosc jest mile widziany. To
wielkie przedsiewziecie dla rodziny zmarlych. Przygotowuja je
miesiacami. Buduja specjalnie budowle dla gosci. Przyozdabiaja
domy. Im wiecej gosci tym wiekszy prestiz. Jest to swieto zalobne,
ale w gruncie rzeczy nie jest wcale dla nich takie smutne. Moze
dlatego, ze czesto zmarli nie zyja juz od kilku miesiecy lub lat.
Rodzina mieszka wtedy z zabalsowanymi cialami w jednym domu.
Czekaja na dobry czas i pieniadze na pogrzeb. Duzo pieniedzy,
dlatego czesto robia pogrzeb dla wiecej niz jednej osoby, tak jak w
tym przypadku. Goscie przyjezdzaja nie tylko z okolicznych wiosek,
ale nawet z Dzakarty i Papui (i Polandii).
Cale wydarzenie to pomieszanie chrzescijanskich i animistycznych
obrzedow. Ponoc kosciol akceptuje te obrzedy, pod warunkiem, ze
ludzie nie czcza innych bogow niz naszego Boga. I faktycznie
trzeciego dnia pojawia sie katolicki ksiadz i odprawia cos w
rodzaju mszy. Pierwszego dnia jest duzo kolorowych lokalnych
strojow, tancow, procesji, spiewow, kontemplacji, rozmow i smiechu.
Tak, bo wiele z tych osob widuje sie tylko na pogrzebach. I jest
duzo miesa. Oni jedza wolowine i wieprzowine tylko podczas
pogrzebow i po nich. Ale prawdziwa ilosc miesa i wielki wstrzas dla
nas bedzie dopiero drugiego dnia.
Najpierw walka bykow, a potem...
Drugiego dnia na lace stoimy razem ze wszystkimi i obserwujemy
walki bykow. Dla Torajan to wielka rozrywka, ciesza sie, krzycza.
Nie widac, zeby byki jakos specjalnie cierpialy, wiec bawi to i
nas. Taka niewinna rozrywka. I legalna w przeciwienstwie do
popularnych tu walk kogutow, ktore juz nie sa takie humanitarne, bo
przywiazuja im do pazurow ostrza i dodatkowo jest nielegalne z
powodu hazardu z tym zwiazanego.
Zbliza sie kluczowy moment calego wydarzenia. Po raz pierwszy w
zyciu wprowadzilem autocenzure wlasnych zdjec. Zauwazylem, ze z
wrazenia, z oburzenia, ze zlosci i z obrzydzenia w pewnym momencie
trzesly mi sie rece i nogi. Wyraznie czuc napiecie... Nadszedl czas
zlozenia w ofierze bawolow (czy tez bykow - buffalo). Najperw
narada starszyzny ile bykow skladaja w ofierze i jak dziela miedzy
soba te setki kilogramow miesa. Przyprowadzili wszystkie
dwadziescia kilka byko na podworko i zaczela sie licytacja.
Niektore, najbardziej cenione warte sa kilkadziesiat tysiecy
zlotych. Ostatecznie 12 bykow zostanie zabitych. Niby wiedzielismy,
co sie wydarzy, ale nie zdawalismy sobie sprawy... Na podworku,
przed domem, w sloncu i w upale zarznieto 12 bykow. Smrod krwi i
miesa byl nie do wytrzymania. Buffalo killerzy jeden po drugim
ceremonialnie zazynali byki podcinajac im gardla. Krew sie lala,
byki z poderznietymi gardlami i tryskajaca krwia probowaly biegac,
ale byly przywiazane. Charczaly i kopaly. Dzieci, kobiety,
mezczyzni patrzyli i sie cieszyli. Strasznie niehumanitarne. Ale
legalne, zarowno ze strony panstwa i kosciola. Oszczedze wiecej
szczegolowych opisow... Potem zdjeli skore z bykow i nastapil dlugi
czas uroczystego dzielenia miesa. Status osoby, rodziny, wioski
wyznacza zarowno jakosc jak i ilosc otrzymanego miesa.
Orszak zalobny
Trzeciego dnia bylo mnostwo przemowien i msza, tzn. tak nam
powiedzieli, bo w ogole nie wygladalo to jak msza. Potem nastapil
najwazniejszy i najbardziej wesoly czas - wedrowka z trumna spod
domu do grobu. Niezwykly orszak zalobny. Dwie trumny zlozone byly
do niewielkich rozmiarow typowego domku torajanskiego. Bardzo
ciezka konstrukcja, z wielkim, ciezkim dachem. Kilkunastu mezczyzn
natrudzilo sie, zeby to wszystko zmontowac. Teraz wszyscy odbeda
ostatnie, mile chwile ze zmarlymi. Kilkudziesieciu mezczyzn nioslo
na bambusach cala konstrukcje z trumnami wyglupiajac sie po drodze.
Ci z przodu pchali sie do tylu, a ci z tylu do przodu. Tak jak
przeciaganie liny, tylko ze odwrotnie. Mnostwo krzykow i smiechu.
Droga w gory byla daleka. Torajanie uwazaja, ze to ostatni moment,
zeby miec chwile radosci i zabawy ze zmarlymi.
Rodzinne groby tego klanu sa jednymi z najstarszych i najbardziej
znanych ze slynnych cmentarzy Tanah Toraja. Sa to wyzlobione wysoko
w skale jaskinie. Kazdy grob przyozdobiony jest wykonanymi z drewna
kuklami, ktore maja byc podobiznami zmarlych tam pochowanych - tzw.
tau-tau. Wniesienie trumny do grobu w skale, to caly spektakl
obserwowany przez wszystkich gosci. Na wysokiej bambusowej drabinie
stoja mezczyzni, ktorzy wnosza i podaja sobie trumne. Na koncu grob
jest zamkniety, a drabina przewrocona.
Dla Torajan pogrzeb to nie tylko pochowanie zmarlych i oddanie im
czci. To ostatnia droga ze zmarlymi i ostatni raz do wspolnej
zabawy z nimi. To najlepsza i czesto jedyna okazja do spotkania i
zabawy z dalekimi oraz bliskimi. To rowniez sposob na
zaprezentowania swojego statusu w calym regionie.
Slynne statki Bugisow z Celebesu
Prosto z gorzystego i zielonego Tanah Toraja udalismy sie na suchy
polwysep na samym poludniowym krancu Celebesu. Z regionu
zamieszkanego przez katolikow do tradycyjnego terenu muzulmanskiego
zamieszkanego przez Bugisow. Byl to akurat czas Idul - Fitri i
obawialismy sie o transport (to tak jakby jechac przez cala Polske
w swieta Bozego Narodzenia). Ale mielismy farta, udalo nam sie
dojechac nocnym autobusem, a potem pol dnia w ciasnym dzipie.
Miejscowosc Bira oprocz ciszy, spokoju, plazy i widokow skusila nas
slynnymi drewnianymi statkami zaglowymi Bugisow. Przez wieki Bugisi
dominowali nad calym handlem w tej czesci swiata. Potem wielu z
nich, wypartych przez Holendrow, zajelo sie piractwem. Teraz caly
czas buduja na plazach drewniane statki. Buduja je dokladnie w ten
sam sposob, co przed wiekami. Tyle tylko, ze sprzedaja je na calym
swiecie. Bardzo chcielismy zobaczyc ich przy pracy. Udalo sie i
bylo warto. Wielkie drewniane klody mocza najpierw w oceanie.
Nastepnie susza i po prostu buduja z nich statki. Uzywaja
drewnianych kolkow i drewnianych mlotkow. Cala konstrukcja statku
jest drewniana. Nie uzywaja komputerow do projektowania. Mowili
nam, ze czesto nie uzywaja nawet papieru, po prostu maja wszystko w
glowie...
I znowu o jedzeniu :)
O tym, ze podroze ksztalca, pozbywaja nas stereotypow i przynosza
duzo nowych doswiadczen przekonujemy sie codziennie. Jednym z
takich codziennych, najprostszych i oczywistych przykladow jest
jedzenie. Wszystkie posilki jemy w barach, knajpach lub lokalnych
straganach. Czesto, szczegolnie w miastach, oprocz lokalnej kuchni
indonezyjskiej w Indonezji czy malezyjskiej w Malezji, jest duzo
imigrantow z Indii, Chin, itd. Probujemy i przekonujemy sie (lub
nie) do roznych smakow, ale rowniez i sposobow jedzenia. Hindusi
jedza rekoma bez zadnych sztuccow, ale (o czym nie wiedzialem)
wielu muzulmanskich i chrzescijanskich Indonezyjczykow tez.
Chinczycy i Tajowie jedza paleczkami. Ale podobne posilki (np.
rozne wersje noodle, czyli chinskiego makaronu, takiego jak w
zupkach chinskich) Indonezyjczcy jedza lyzka i widelcem.
Ryz jest wszedzie w Azji. Ale jest bialy, brazowy, czarny, czerwony
i lepki; smazony, gotowany z warzywami, w sosie lub przyprawach.
Nasze ulubione smazone noodle tez sa wszedzie. Ale te przygotowane
po chinsku, indonezyjsku, tajsku czy singapursku, choc wygladaja
podobnie i skladniki sa podobne, bo zwykle noodle, troche warzyw,
czasem jajko, wolowina lub owoce morza, to smakuja zupelnie
inaczej. Samych noodli tez jest wiele rodzajow - biale, zolte,
grube, cienkie, plaske, z maki ryzowej, pszennej...
A nasze gusta? Dwa lata temu twierdzilem, ze nie lubie kuchni
tajskiej. Skad to mialem w glowie? Bo gdy tylko tam pojechalem, to
okazalo sie, ze uwielbam. Monia zawsze mowila, ze nie lubi potraw
indyjskich i nie znosi curry. Ale wystarczyl jeden prawdziwy
indyjski bar w Singapurze i teraz ciagle jemy w hinduskich
knajpach, szczegolnie jej ukochane roti (a to tylko maka i woda
smazona). A samo curry... Coz, to co zawsze mam w domu, tutaj
wlasciwie sie nie czuje. Ale za to jest wiele innych jego odmian.
Koniec Ramadanu, wielkie swieto
Jak juz wspominalismy jestesmy w Indonezji akurat w wielkie swieto
muzulmanskie pod koniec Ramadanu. Nazywaja je tutaj Idul Fitri,
Hari Raya, lub Lebaran. Mamy w zwiazku z tym troche problemow z
podrozowaniem, bo niewiele tu dziala w tym czasie i to przez ponad
tydzien. Ale o co tak wlasciwie chodzi z tym Lebaranem? Muzulmanie
swietuja, bo sie bardzo ciesza. Ciesza sie z konca Ramadanu. I
wcale im sie nie dziwie. Ramadan to miesiac postny, ale muzulmanie
nie tylko w tym czasie powstrzymuja sie od zabaw i seksu. Oni nic
nie jedze i nie pija codziennie od switu do zachodu. Tak, nawet nie
pija wody w tym goracu rownikowym! Idul Fitri to czas przebaczenia,
pokoju, braterstwa i jednosci. Muzulmanie swietuja nie tylko koniec
postu, ale rowniez dziekuja Bogu za pomoc i sile w przetrwaniu
Ramdanu i cwiczeniu samokontroli.
Islam...?
Tyle sie teraz mowi o islamie i muzulmanach, ale glownie w
kontekscie fundamentalistow i terroryzmu. Zdalem sobie sprawe, ze
tak na prawde niewiele wiem ponad to, co mowi sie w mediach o tej
religii i kulturze. A wiec ponizej krotki opis na podstawie
fragmentow ksiazki guru Ryszarda Kapuscinskiego (nie pamietam
ktorej niestety, to sa glownie cytaty).
Islam jest bardzo zroznicowany, od skrajnego i uciekajacego do
terroryzmu islamu Kadafiego, dosc liberalnego, otwartego islamu
tunezyjskiego i obejmujacego Afryke Pln, ktory jest islamem
tolerancyjnym i nie znajacym pojecia torroryzm ani fundamentalizm.
Najwieksze narody islamu zamieszkuja panstwa azjatyckie - Pakistan,
Indonezje, Malezje.
Islam nie doswiadczyl ani reformacji, ani oswiecenia, w
przeciwienstwie do chrzescijanstwa i to wyznacza zasadnicza
roznice. W zachodniej cywilizacji kladzie sie nacisk na
indywidualizm. W tradycji islamu jest odwrotnie - dla muzulmanina
znalezc sie samemu to znaczy zginac. Wspolna modlitwa daje
muzulmanom niezwykle poczucie tozsamosci i wspolnoty. Zachod
zastanawia sie, czy islam zagraza swiatu. Ludzie islamu mowia, ze
to Zachod zagraza islamowi.
Islam zasadniczo jest religia bardzo lagodna - religia pokory,
modlitwy, jalmuzny, fatalizmu. Islam to nie tylko wiara, lecz - jak
mowia muzulmanie - wszystko. Jest zwlaszcza prawem szariatu. W
islamie nie ma odroznienia - prawo boze - panstwo swieckie.
Istnieje jedna wspolnota - umma i jedno prawo - szariat.
Interpretatorzy, ktorzy sa zwolennikami skrajnych odlamow islamu,
usprawiedliwiaja swoje dzialania przestepcze, odpowiednio tlumaczac
Koran. Koran zostal dany od Boga, jest to wiec religia objawienia
slowa, a nie objawienia Boga-czlowieka. Ten kto kwestionuje ksiege,
kwestionuje istnienie Boga. W szariacie istnieja tez nakazy, ktore
sa stosowane tylko w wypadku zwyciestwa skrajnego odlamu w islamie
i jego nieludzkiej, barbarzynskiej interpretacji, np. w
Afganistanie wykonuje sie publicznie kare okaleczenia za
zlodziejstwo - obciecie prawej reki i lewej stopy.
Islam jest religia bardzo prosta. By byc muzulmaninem, trzeba
wyznac, ze sie nim jest, praktykowac 5 filarow wiary, do czego nie
trzeba intelektualnego przygotowania. Na swiecie jest miliard
trzysta wyznawcow islamu. Muzulmanska kobieta musi nosic chuste, bo
Koran mowi, ze wlosy stanowia zrodlo podniety.
Warto zauwazyc, ze do aktow terroryzmu dochodzi wylacznie w obrebie
islamu arabskiego. Islam czarnej Afryki nie zna terroryzmu.
Europa traci swoja klasyczna tozsamosc i w coraz mniejszym stopniu
jest kontynentem bialych chrzescijan, w coraz wiekszym regionem
wielokulturowym i wieloreligijnym. We Francji, Niemczech, Holandii,
Anglii islam jest juz druga religia i proces ten bedzie sie
poglebial, bo do Europy emigruja glownie muzulmanie. Bedziemy coraz
bardziej chrzescijansko - islamscy i dlatego trzeba szukac
porozumienia z muzulmanami. Europa srodkowo - wschodnia jest
jeszcze bardzo homogeniczna jezeli chodzi o rasy, narodowosci i
religie. Ale to sie bedzie zmienialo. Nie jestem pewiec czy Polska,
Polacy, jestesmy na to gotowi...
Gdzie teraz?
Z Dzakarty polecielismy do KL (Kuala Lumpur, stolica Malezji). Jak
wspominalem wczesniej musielismy juz opuscic Indonezje, zeby dostac
nowa wize. W KL spedzilismy w sumie tydzien, czekajac na wybory
(bylo warto!!), zalatwiajac wizy i aktualizujac nasza strone. Samo
KL jest bardzo podobne do Singapuru, czyste, swietnie zorganizowane
i bardzo przyjemne, nowoczesne miasto, ale na szczescie caly czas z
duchem azjatyckim. Niestety ambasada indonezyjska byla zamknieta
przez caly tydzien... Z tego i innych powodow polecielismy do
malezyjskiej czesci Borneo, do Kota Kinabalu. A potem w okolice
wyspy Sipadan, gdzie jutro bedziemy nurkowali w jednym z
najslynniejszych miejsc na swiecie. Atrakcja sa przede wszystkim
stada zolwi, z ktorymi plywa sie leb w leb. Ale o tym w nastepnej
relacji. :)
Pierwsza polowa pazdziernika 2007
Zdjecia z
miejsc i wydarzen opisanych w tej relacji
kliknij tutaj
Przeczytaj
tez nasza relacje z Bali i Jawy
kliknij tutaj
Mapa naszej podrozy po Indonezji
Niebieska linia przerywana trasa przejechana i przeleciana do tego pory, a szara planowana na druga polowe pazdziernika i listopad
kliknij tutaj